Mieszkaniec Gryfina poszedł pobiegać i znalazł dwa miejsca, w których walają się śmieci. Worki z opadami domowymi, czy pozostałości po libacji alkoholowej. Kto jest odpowiedzialny za sprzątanie tego bałaganu?

Pan Łukasz poszedł pobiegać, gdy tylko opuścił teren zabudowany, zaczął potykać się o nielegalne wysypiska. W kilku miejscach walają się śmieci, dwie lokalizacje szczególnie przykuły jego uwagę.

Ta historia wydarzyła się w lipcu, wówczas mieszkaniec Gryfina opublikował zdjęcia w internecie, na Facebooku. Na ich publikacje zareagował wiceburmistrz, Tomasz Miler. Zapewniał o działaniu w celu wysprzątania terenu. Ale od tamtej pory nic się nie zmieniło. Niestety śmieci jak się walały, tak nadal się walają. Pan Łukasz pomimo upływającego czasu nie widział żadnego reakcji w tej kwestii. Dlatego wspólnie z grupą wolontariuszy postanowił wysprzątać te dwa miejsca. Podjął interwencję w Nadleśnictwie Gryfino sądząc, że skoro śmieci znajdują się w lesie, to prawdopodobnie to nadleśnictwo jest właścicielem terenu.

Z kolei Marcin Rogalski, komendant Straży Leśnej w Nadleśnictwie Gryfino nie jest przekonany, że rzeczywiście to Lasy Państwowe są właścicielem terenu.

- Trudno to ocenić spoglądając na zdjęcia a znając teren, w jakim te śmieci zostały znalezione, nie jestem przekonany, że to nasze tereny – mówi. – Na pewno zajmiemy się sprawą, sprawdzimy, kto jest prawnym właścicielem terenu i kto jest odpowiedzialny za sprzątanie. Nie tak dawno temu mieliśmy podobną sytuację, ktoś wyrzucił w lesie gruz. Okazało się, że połowa wyrzuconych śmieci znajdowała się na terenie Lasów Państwowych, a druga połowa była już na terenie gminy – wyjaśnia.

Sprzątanie pochłania majątek

Problem dewastacji urządzeń na parkingach leśnych oraz nielegalne wysypiska śmieci w lasach to prawdziwy koszmar. Jak nas informuje Lidia Kmiecińska, zajmująca się promocją w Nadleśnictwie Gryfino, rocznie nadleśnictwo wydaje średnio około 60 tysięcy złotych na sprzątanie i naprawianie szkód wyrządzonych w lasach. Rzadko kiedy udaje się złapać winowajców, bo jeśli kogoś nie złapie się za rękę, trudno mu udowodnić dewastację lub wyrzucenie śmieci.

Według prawa, kosztami sprzątania nielegalnego wysypiska obarczany jest właściciel terenu.

- Te 60 tysięcy złotych to niemała kwota –mówi Lidia Kmiecińska. – Wolelibyśmy te środki przeznaczyć na edukację czy budowę nowych parkingów leśnych. Niestety musimy się liczyć z tym, że każdego roku wydajemy dużo pieniędzy na sprzątanie – tłumaczy.

Pan Łukasz zaproponował, że wraz z grupą wolontariuszy sam posprząta zaśmiecony teren. Lasy Państwowe natomiast zaoferowały pomoc w transporcie pozbieranych odpadów.