Uwagę gryfinian wędrujących – tam i z powrotem – po schodach prowadzących na Górny Taras przykuwa napis na jednym ze stopni: „PRZEPRASZAM KLAUDIO”.


Drukowane litery trochę nieporadne, jakby pisane drżącą ręką. Nie wiadomo, z jakiego powodu osoba prosząca o wybaczenie nie czyni tego osobiście, patrząc prosto w oczy Klaudii. Czy dziewczyna już widziała to wyznanie? Takie współczesne „mea culpa”? Mamy nadzieję, że autor tego „wołania” miał okazję porozmawiać z adresatką.

Słowa kierowane do Klaudii przypomniały nam pewną inną historię. Otóż, jakiś czas temu, na murze przy podziemnym przejściu na perony ktoś przykleił niewielką – zapisaną maszynowo i odręcznie – kartę. Ci, których ciekawość zatrzymała, mogli przeczytać wyznanie tajemniczego R. zauroczonego spotkaniem z piękną nieznajomą. Trafiony strzałą Kupidyna nie mógł zapomnieć o chwili „słodkiej jak usta pięknej kobiety”. Chwila ta sprawiła, że R. ogarnęła wena twórcza. To nic, że rymy w wierszu częstochowskie, i z ortografią autor lekko na bakier, ale za to jaka dusza romantyczna! R. miał nadzieję na ponowne spotkanie, o czym donosił w odręcznym dopisku. Miał czekać „w tym samym miejscu, o 21.00, codziennie”.

Nie wiemy, czy tajemniczy wielbiciel miał okazję spotkać się ze swoją muzą. Nie wiemy także, czy Klaudia dała się przeprosić. Ale jedno wiemy z pewnością – zakochani są wśród nas!

Maria Piznal