Grzegorz Węgrzyn zaginął. Na razie nie ma jeszcze powodów do paniki, ale już teraz centrum koordynacji ratownictwa w Kapsztadzie w RPA prowadzi poszukiwania. Wszystkie statki otrzymują informację o żeglarzu, ale na razie nie natrafiono na jego ślad.

Wyprawa gryfińskiego żeglarza dookoła świata rozpoczęła się wiele miesięcy temu. Kontakt z żeglarzem urwał się w połowie maja, to jeszcze nie jest powód do paniki, ponieważ jednostka o nazwie Regina R nie jest wyposażona w specjalistyczny sprzęt do komunikacji. Natomiast bez telefonu satelitarnego trudno jest o stałą łączność na środku oceanu.

Jak się dowiadujemy, centrum koordynacji ratownictwa w Kapsztadzie w RPA już od tygodnia prowadzi poszukiwania żeglarza i jego jachtu, na razie bezskutecznie. Przez ostatnich siedem dni, co kilka godzin, wszystkie statki handlowe otrzymują oficjalną informację z prośbą o pomoc żeglarzowi z Gryfina, o ile tylko natrafią na jego ślad. Na razie jednak żaden z okrętów nie natknął się na żeglarza, mimo że na szlaku, którym powinien płynąć Grzegorz Węgrzyn, znajdują się regularnie kursujące statki. Według naszych informacji, podobne wezwanie do pomocy kapitanowi z Gryfina otrzymują polskie okręty handlowe.

Grzegorz Węgrzyn, o ile płynie zgodnie z założeniami, powinien być teraz na Oceanie Indyjskim, w połowie drogi do Australii lub Nowej Zelandii. To już drugi raz, kiedy gryfinianin zniknął na oceanie, za pierwszym razem poszukiwania okazały się szczęśliwe, żeglarz się odnalazł. Nie wrócił jednak do domu, ale podjął decyzję o kontynuacji wyprawy.