Policja aresztowała wczoraj mieszkańca Trzcińska-Zdroju w związku z podejrzeniem, iż znalazł on historyczny skarb i nie przekazał go do muzeum. Znalezisko zostało wykopane w miejscu prowadzonych badań archeologicznych w sierpniu ubiegłego roku. Śledczy jednak dopiero po kilku miesiącach ustalili personalia przestępcy-odkrywcy.

 

To niesamowita historia. W sierpniu archeolodzy prowadzili wykopaliska w okolicach Trzcińska-Zdroju na terenie osady z przełomu epoki brązu i kamienia. W nocy z 25 na 26 sierpnia ktoś zakradł się na teren poszukiwań. Archeolodzy następnego dnia rano zauważyli wykopaną w ziemi dużą dziurę, nie wiedzieli jednak, co było powodem jej powstania. Zgłosili sprawę na policję, według prawa bowiem nie można prowadzić na własną rękę poszukiwań w miejscach objętych ochroną archeologiczną.

Policja przez długi czas prowadziła postępowanie, ale umorzyła je w grudniu 2016 roku. Wydawało się, że tajemnicy jamy w ziemi nie uda się wyjaśnić. Kilka dni temu jednak, na znanym portalu aukcyjnym, mieszkaniec Trzcińska-Zdroju wystawił na sprzedaż artefakty z epoki brązu. Śledczym szybko udało się ustalić personalia handlarza.

- Mieliśmy podejrzenia, że może ta osoba być powiązana z wcześniej prowadzonym postępowaniem – mówi Bogumił Prostak, rzecznik prasowy gryfińskiej policji.

Kryminalni przeszukali mieszkanie handlarza. Okazało się, że w jednej z szaf skrywa skarb. Były to przedmioty z epoki brązu, starożytne toporki i inne narzędzia. Policjanci odkryli też skrzynię ze sztabami złota.

- Złoto pochodzi prawdopodobnie z okresu wojny, podejrzewamy, że może to być skarb zakopany przez nazistów, tę wersję będą potwierdzać naukowcy ze Szczecina – tłumaczy Bogumił Prostak.

Okazało się, że 46-letni Mirosław B., mieszkaniec Trzcińska-Zdroju w sierpniu ubiegłego roku z wykrywaczem metali zakradł się na teren wykopalisk. Liczył na jakieś znalezisko. W pewnym momencie, jak zeznał podejrzany, natrafił na dwie skrzynie zakopane w ziemi. Jedna skrywała skarby z epoki brązu, druga złoto przetopione w sztaby.

Znalezisko nie zostało zgłoszone, a mężczyzna samochodem zawiózł skarby do swojego domu z nadzieją, że je sprzeda.

Wczoraj usłyszał zarzuty przywłaszczenia mienia należącego do Skarbu Państwa. Sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt.