Gavia Choszczno, Sokół Pyrzyce, SCRS Barlinek, Mieszko Mieszkowice – to kluby z większych miast. Tymczasem w regionalnej okręgówce karty rozdają wiejskie kluby, Ogniwo Babinek i Biali Sądów. W składzie tej drugiej z drużyn (lider ligi), gra choszcznianin, Marcin Nitecki. Pytamy go o receptę na sukces.


Marcinie, jesteś podstawowym graczem Białych Sądów, lidera południowej grupy ligi okręgowej. Przed rozpoczęciem sezonu znaliście swoją siłę? Liczyliście na awans?
- Tak, jak najbardziej. Takie były przedsezonowe założenia, liczyliśmy, że będziemy bić się o awans. Już w poprzednim sezonie, w którym byliśmy beniaminkiem, walczyliśmy do ostatnich kolejek o promocję do Wojewódzkiej Okręgówki lecz po zawirowaniach, nie udało się. Teraz jesteśmy na jak najlepszej drodze do realizacji tego celu, pomimo słabego początku rundy jesiennej.

O prawda, początek rozgrywek był słaby. Cztery pierwsze mecze to trzy porażki, ale później…. Było już tylko lepiej. Teraz jesteście liderem rozgrywek. Co stanowi o Waszej sile?
- Siła tkwi w całej drużynie. Każdy z naszych zawodników, z każdej formacji, jest w stanie przesądzić o losach spotkania. Gdy dołożymy do tego umiejętności oraz ciężką pracę na treningach, owoce zbieramy w meczach odnosząc kolejne zwycięstwa.

Nie wolałbyś grać w drużynie z większej miejscowości? Sądów jest bardzo małą miejscowością, nie możecie liczyć za bardzo na tłumy na trybunach - macie mniejsze pod tym względem możliwości niż Gavia, Kłos, Sokół.
- I tutaj tkwi haczyk. Mamy naprawdę świetnych kibiców, którzy zazwyczaj pojawiają się na każdym naszym spotkaniu. Na wyjazdach są zdecydowaną większością. Natomiast na naszym obiekcie, ilość widzów bardzo często jest liczbą trzycyfrową. Ludzie w Sądowie żyją piłką oraz klubem. Naprawdę mało klubów z różnych miejscowości może pochwalić się taką frekwencją na trybunach. Dopingują nas w każdym miejscu.

Kibiców może zazdrościć Twoje rodzinne Choszczno?
- Jak najbardziej. Ostatnio na meczu przeciwko Gavii (3 maja), trzy czwarte kibiców w Choszcznie to byli sympatycy Białych… to mówi samo za siebie.

Myślisz, że ten klimat na trybunach dodaje Wam skrzydeł na boisku?
- Na pewno. Generalnie na takim poziomie rozgrywkowym zawodnicy zazwyczaj grają dla siebie, traktują to jako odskocznię od codzienności. Jednak dla nas liczą się przede wszystkim kolejne zwycięstwa, które nie tylko nam przynoszą radość, ale i naszym sympatykom. A jeśli przy okazji można ucieszyć kilkadziesiąt, czy czasem kilkaset innych osób, to fajna sprawa. Kibice wspierają nas w każdym meczu, to na pewno dodaje pewności w grze.

Jeśli wywalczycie awans, to będą tę większe potrzeby finansowe w klubie. Sądów jest gotowy na awans?
- Finansowo, ale także organizacyjnie, jesteśmy na to gotowi. W klubie niczego nie brakuje, zarządzane jest wszystko z głową. Zarząd wykonuje kawał dobrej roboty, niczego nam nie brakuje. Reszta zależy już tylko i wyłącznie od nas.

Ilu w drużynie jest miejscowych piłkarzy?
- W ostatnim spotkaniu w pierwszym składzie wyszło dwóch miejscowych zawodników. Zdecydowana większość z nas pochodzi z okolic Sądowa. W praktyce niemożliwym jest zebrać drużynę, która walczyłaby o awans do starej V ligi, w tak małej miejscowości.

No właśnie... do tego trochę zmierzam. Znanych jest wiele przypadków, kiedy nagle z jakiegoś powodu "armia zaciężna" opuszcza klub i wtedy się okazuje, że piłkarzy miejscowych nie ma i klub przestaje istnieć. Tak kiedyś zaniedbano futbol chociażby w Choszcznie i dzisiaj Gavia bije się w okręgówce i na boiskach w takich miejscowościach jak w Babinek, Suchań, czy w małych Warnicach. Uważasz, że to Wam nie grozi?
- Myślę, że nie. Jeśli chodzi o Choszczno, tutaj temat głównie rozbił się o finanse. Wymagania w III, czy IV lidze, są dosyć duże. A gdy doszły długi… nie było czego zbierać. Mozolna odbudowa cały czas trwa. Natomiast w Sądowie nikt nie żyje ponad stan. Jeśli chodzi o klub stricte piłkarsko, również zostaje już zauważany na piłkarskiej mapie województwa, tak więc uważam, że taki stan nam nie grozi. Przynajmniej w najbliższych latach.

Grając przeciwko drużynie z Choszczna, z Twojego rodzinnego miasta, mobilizujesz się bardziej?
- Każdy mecz traktuję generalnie tak samo, do każdego przeciwnika podchodzimy maksymalnie dobrze przygotowani. Ale wiadomo, że zawsze fajnie jest się pokazać z dobrej strony w swoim mieście, przed znajomymi czy rodziną. Jednak jakiejś specjalnej motywacji nie mam.

Sądów i Babinek - dwie małe miejscowości, a przy tym liderzy rozgrywek. Za sobą macie miasta takie jak Choszczno, Barlinek, Pyrzyce.... miejscowości z dużo większym potencjałem finansowym, czy kadrowym. W szatni macie satysfakcję, że ogrywacie "większych"?
- Satysfakcja jest po każdym wygranym meczu, dla nas nie stanowi różnicy czy to jest Choszczno, Barlinek czy Warnice lub Babinek. Każde zwycięstwo smakuje równie dobrze. Mamy w drużynie kilku graczy, którzy z niejednego pieca chleb jedli… może dlatego nie patrzymy na kogoś przez pryzmat większego potencjału. Skupiamy się przede wszystkim na sobie, a o rywalu rozmawiamy tylko w kontekście zagrożenia podczas meczu.

Zagrożenia?
- Chodzi o to, na co musimy zwracać uwagę, jeśli chcemy wygrać. W tej lidze większość zawodników jest znana, tak więc łatwiej jest to wszystko zanalizować i dostosować założenia przedmeczowe. Jak widać w tabeli, wszystko na razie funkcjonuje tak, jak powinno.

Większość zawodników jest znana... jakiego piłkarza uważasz za najbardziej wartościowego w tych rozgrywkach?
- W każdym zespole można znaleźć przynajmniej jednego zawodnika, który w każdym klubie stanowiłby wzmocnienie. Nie chcę nikogo skrzywdzić, więc pozostawię dla siebie odpowiedź na to pytanie.

W najbliższej kolejce gracie z Mieszkiem, to ostatnia drużyna w lidze. Im są potrzebne punkty do utrzymania się w lidze, Wam do awansu. Jaki będzie wynik?
- Zrobimy wszystko by był korzystny dla nas. Wiemy, że to będzie trudny mecz. Wchodzimy w decydującą fazę tego sezonu, jedni i drudzy walczą o coś. Gdy dodamy, jakie cuda dzieją się w takich ligach… przewidzenie wyniku jest rzeczą szalenie trudną.

Nie zaryzykujesz?
- Nie. Wszystko okaże się w sobotę.