Karol Ława dwukrotnie zobaczył żółtą kartkę, ale sędzia nie wyrzucił go z boiska. Zawodnik Chemika dokończył mecz, co mogło mieć wpływ na ostateczny wynik pojedynku. Do zderzenia doszło w miniony weekend w potyczce Morzycka z Chemikiem, mecz zakończył się remisem 3:3, a goście zdobyli wyrównującą bramkę w 95 minucie meczu!

To był mecz o wysoką stawkę. Już w pierwszej połowie sędzia, Jakub Cymerman pokazał aż 8 żółtych kartek. W drugiej odsłonie pojedynku za kolejne faule sypały się następne kary. Jak się okazało, sędzia popełnił katastrofalny błąd, przy czym później starał się go zatuszować. Tym samym może dojść do wielkiego skandalu.
Co wiemy o sędziowskiej aferze?
Jest siedemdziesiąta minuta spotkania, po kolejnym faulu sędzia główny pokazuje żółtą kartkę Karolowi Ławie. To już drugi żółty kartonik tego zawodnika w spotkaniu, w efekcie powinien zobaczyć czerwoną kartkę i opuścić murawę. Tymczasem sędzia zapisuje coś w swoim notatniku i pozwala piłkarzowi Chemika grać dalej. Tymczasem Morzycko strzela dwie bramki i jest od krok od wygranej, prowadzi już 3:1. W końcówce, niezwykle dramatycznej, Chemik doprowadza do wyrównania i mecz kończy się wynikiem 3:3. Ale tego dnia nie wynik ma znaczenie, ale decyzja sędziego.
Po dokładnej analizie materiału wideo z meczu (udostępnionym i zrealizowanym przez portal www.ono24.info), jak również dodatkowym materiałem nagrywanym przez sztab Chemika Police, ewidentnie da się zaobserwować katastrofalny w skutkach błąd sędziego, który nie usunął z boiska zawodnika numer 20 – Karola Ławę, grającego w tym meczu w charakterystycznych pomarańczowych butach, po dwóch pokazanych żółtych kartkach! Z naszych informacji wynika, że sędzia wiedział, że daje temu samemu zawodnikowi drugą żółtą kartkę, ale mimo to nie sięgnął po czerwony kartonik. Informacji o każe dwóch żółtych kartek nie ma w protokole meczu. Dlaczego? Okazuje się przy ty, że w tym samym protokole widnieje „żółta” kata dla piłkarza, który karki… nie zobaczył. Chcieliśmy tę informację zweryfikować, ale nie udało się nam skontaktować z władzami ZZPN, by tę informację potwierdzić.


Wypaczone losy meczu?


Radosław Janicki, prezes Morzycka Moryń nie kryje rozczarowania, zapowiada, że klub złoży stosowny protest. Nie wierzy jednak w to, że Zachodniopomorski Związek Piłki Nożnej zweryfikuje wynik pojedynku i przyzna walkower dla naszej drużyny. Uważa jednak, że sędzia powinien ponieść konsekwencje swojego błędu.
- Zapisywał na kartce numery zawodników, którym pokazywał żółte kartoniki, trudno uwierzyć, że nie widział, że tej samej osobie pokazał żółty kartonik dwa razy – mówi prezes pokrzywdzonego klubu. – Będziemy z niecierpliwością oczekiwać decyzji ZZPN w tej sprawie – komentuje.
Warto zaznaczyć, że sędzia główny tego spotkania, Jakub Cymerman jest weryfikatorem Wydziału Gier i Ewidencji w ZZPN, tego samego wydziału, który będzie zajmował się tą sprawą.
Radosław Janicki uważa, że fakt niewyrzucenia z boiska piłkarza Chemika zaważył o losach meczu.
- Po tym, jak powinien zobaczyć czerwoną kartkę, strzeliliśmy dwie bramki i prowadziliśmy 3:1. Chemik by się po tym już nie podniósł, a przecież wiemy, jaka była stawka tego meczu – tłumaczy.
O pracy sędziów wypowiada się również Maciej Ropiejko, podpora morzyckiej drużyny.
- Teraz możemy sobie pogdybać,
 co by było, gdyby sędzia pokazał tą czerwoną kartkę. Czasu nie cofniemy. Gdybyśmy nie popełnili prostych błędów w końcówce meczu to nie miałoby teraz dla nas większego znaczenia. Mielibyśmy dwa punkty więcej i trochę inne humory, ale nie załamujemy się i gramy dalej. A czy mam żal do sędziego? Nie mnie to oceniać, to nie moje zadanie, wiem tylko jedno: takie rzeczy nie powinny się zdarzyć. Jeden sędzia może się pomylić, ale na meczu jest jeszcze dwóch sędziów bocznych, którzy też mogą podjąć decyzje lub pomóc koledze po fachu – komentuje.
Od rana próbowaliśmy się skontaktować z Jackiem Siebertem, szefem Wydziału Gier i Ewidencji w ZZPN. Ale za każdym razem słyszeliśmy w sekretariacie, że jest on nieobecny.


Rafał Remont