Wiewiórka z Myśliborza cudem uniknęła śmierci. Wcześniej jej matkę śmiertelnie potrącił samochód. Na pomoc przyszła Fundacja na Rzecz Zwierząt „Dzika Ostoja”, która ratuje dzikie zwierzęta z całego regionu.

 

Co chwilę dostajemy sygnały o zwierzakach, którym trzeba pomóc, zawsze jesteśmy w gotowości! Wiewiórka z Myśliborza cudem uniknęła śmierci - mówi Marzena Białowolska z Fundacji na Rzecz Zwierząt "Dzika Ostoja". Wraz z Michałem Kudawskim ratują zwierzęta w całym regionie. Od tych najmniejszych, jak choćby jeże czy zające po te większe, jak np. sarny czy bobry.

- Ściśle współpracujemy ze strażą miejską w powiecie gryfińskim i myśliborskim. Gdy zwierzakowi dzieje się coś złego, jesteśmy od razu na miejscu - mówi Marzena.

W nocy do Fundacji trafiła z interwencji mała wiewiórka z Myśliborza.

- Ma maksymalnie 6 tygodni, bo ma otwarte oczka ale wciąż jest bardzo mała i potrzebuje opieki - mówi Białowolska. - Jej matka niosła ją w pyszczku przez ulicę. Niestety samochód śmiertelnie ją potrącił. Dorosła wiewiórka nie przeżyła, musimy zaopiekować się maleństwem - tłumaczy miłośniczka zwierząt. - Ruda czuje się coraz lepiej. Karmię ją co 3-4 godziny przez całą dobę. Pije mleko dla kociąt albo kozie. W przyszłym tygodniu wprowadzę do jej diety biszkopty - informuje Marzena.

Kilka tygodni wcześniej z powiatu myśliborskiego do Fundacji trafił trzmielojad. To drapieżny ptak podobny do myszołowa. Miał mocno uszkodzone skrzydło. Po intensywnej kuracji udało się przywrócić go do pełnej sprawności. Niedawno został uwolniony do natury.

- Jeszcze wcześniej opiekowaliśmy się sarną z Gryfina. Też już doszła do siebie. Właściwie to ciągle przywozimy skądś zwierzaki wymagające pomocy. A my cieszymy się, że możemy im pomagać - podsumowuje Marzena, karmiąc małą wygłodniałą wiewióreczkę.