Wracamy do wczorajszej interwencji strażaków w Mirowie, tam ratownicy pomagali w otwieraniu drzwi do domu, w którym przebywało dwuletnie dziecko. Opiekunowie byli poza domem. Rodzice z kolei uważają, że sprawa została źle przedstawiona, a do żadnych nieprawidłowości nie doszło.




Przypomnijmy, wczoraj ratownicy z OSP Moryń interweniowali w jednym z domów w Mirowie (gm. Moryń). Według świadków, matka dziecka na chwilę wyszła do sąsiadki, w tym czasie drzwi do domu się zatrzasnęły. Kiedy kobieta wróciła, nie mogła dostać się do środka. Tymczasem dwuletnie dziecko zostało samo w środku mieszkania.

Opiekunowie zaprzeczają, jakoby dziecko było bez opieki.

- Będziemy rozmawiać z naszymi strażakami i wyjaśniać, dlaczego tak przedstawili całą sprawę – mówi nam matka dwuletniego dziecka. - Całe zdarzenie trwało kilka minut, gdzie moje dziecko zostało samo. Mam świadków, że całe zdarzenie odbyło się w ciągu kilku minut rozmowy z sąsiadką pod moimi drzwiami, wtedy córka podeszła i przekręciła zamek – twierdzi.

Rodzic uważa, że został oczerniony, ponieważ nie doszło do sytuacji, gdzie dziecko zostało bez opieki.

Sprawa zainteresowała jednak gryfińską policję, oficer prasowy komendy powiatowej, Bogumił Prostak informuje, że funkcjonariusze podejmą kroki w celu wyjaśnienia tej sprawy.

- Oczywiście nie przesądzamy o czyjejkolwiek winie, ale bezwzględnie dwuletnie dziecko w świetle prawa powinno znajdować się pod stałą opieką osoby dorosłej – mówi rzecznik policji. – Na pewno z rodzicami, jak również świadkami będzie rozmawiał policjant, potem zostanie sporządzona notatka, która trafi do Sądu Rodzinnego. To sąd zadecyduje o ewentualnych dalszych krokach w tej sprawie – wyjaśnia.

Podczas interwencji strażacy musieli wyważyć drzwi używając łomu, by dostać się do wnętrza domu i przekazać dziecko rodzicom.