Od wczoraj mieszkańcy Drawna muszą korzystać z beczkowozów, to efekt skażenia mikrobiologicznego w gminnym wodociągu. Tymczasem jedna z mieszkanek Drawna alarmuje: biorącego wodę nikt nie pyta, czy ma dwuosobową, czy sześcioosobową rodzinę, dają tylko pół wiaderka wody.


Zaraz po tym, jak sanepid podał informacje o skażeniu i zabronił spożywać wodę z drawieńskiego wodociągu, zaczęła się procedura dostarczania wody blisko 2,5 tysiącu mieszkańców.

- Oczywiście zakład komunalny zapewnił wodę – mówi mieszkanka Drawna. - Tylko żartem jest to, że wczoraj na 2300 mieszkańców otrzymaliśmy 1000 litrów wody pitnej.

Odbierających wodę nikt się nie pytał, czy w rodzinie jest sześć osób, czy dwie. Każdy dostawał tylko pół wiaderka wody – wyjaśnia.

Uważa, że to zbyt mało dla dużej rodziny. Wskazuje też, że w sklepach także nie można kupić wody butelkowanej, jeśli była, to rozeszła się w przeciągu chwili.

- Płacimy bardzo duże rachunki za wodę. Nie wiem, czy nie największe w powiecie choszczeńskim, a nawet nam nikt nie zapewnił normalnego funkcjonowania – komentuje mieszkanka.

Zapytany o te sytuację burmistrz Drawna, Andrzej Chmielewski przyznaje, że nie słyszał o tego typu problemie, nie ma informacji o wydzielaniu wody.

- Rozdajemy wodę do spożycia w butelkach pięciolitrowych oraz wodę do celów sanitarnych z beczkowozów. Dziś rano prosiłem o informację, jak przebiega proces dostarczania wody, dowiedziałem się, że mieszkańcy niechętnie w ogóle biorą wodę z beczkowozów, wszyscy chcą wody butelkowanej – tłumaczy.

Zapewnia, że sprawdzi sygnał o wydzielaniu wody, jak mówi, być może doszło do zwykłego nieporozumienia.