Ogrom strat, jakie poniosły trzy rodziny z Kądzielni (gmina Borne Sulinowo), przytłacza. Ludzie stracili dosłownie wszystko.

Jak już informowaliśmy, w nocy z środy na czwartek, gwałtowny pożar strawił doszczętnie dom w Kądzielni, w którym żyły trzy rodziny. W sumie 9 osób, w tym dwójka dzieci w wieku 4 i 6 lat. Z płonącego budynku uciekli tak, jak stali, a raczej już spali. Jeden z pogorzelców nie zabrał nawet butów.
Szczęśliwie wszyscy wyszli z tego bez szwanku na zdrowiu. - Spłonęło wszystko i wszystkiego ci ludzie potrzebują – mówi Mariola Sinarska, wykonująca obowiązki kierowniczki Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bornem Sulinowie. W Kądzielni byli już pracownicy socjalni i oszacowali potrzeby, ale zamiast wymieniać, czego potrzebują pogorzelcy najlepiej napisać – wszystkiego.
– Od skarpetek po garnki – mówi szefowa opieki i dodaje, że już organizowana jest zbiórka najpotrzebniejszych rzeczy. Gmina także już uruchomiła doraźną pomoc. Najbliższe dni pogorzelcy spędzą u bliskich, dwie rodziny lada dzień dostaną mieszkania komunalne.
– Nadzór budowlany musi ocenić, czy budynek nadaje się do odbudowy – mówi Mariona Siniarska. – Wykonany jest solidnie, z kamienia, ale cała reszta się spaliła, więc fachowcy muszą to ocenić. Po oczach lokatorów widać, że bardzo chcieliby uratować co się da z dorobku życia. Odbudowa na pewno będzie kosztowa i postaramy się im pomóc, zorganizujemy zbiórkę pieniędzy i materiałów budowlanych i o jej szczegółach poinformujemy w późniejszym terminie. Przypomnijmy, że w pożarze dach nad głową straciły trzy rodziny z Kądzielni. Słup ognia unoszący się w środowy wieczór nad Kądzielnią (niewielka osada na drodze ze Szczecinka do Juchowa) było widać z daleka. Ogień objął dach i pomieszczenia na dole. Strażacy próbowali opanować płonienie, ale budynek płonął jak pochodnia. Mężczyzna, który pierwszy zauważył dym i zaalarmował bliskich i pozostałych domowników, twierdzi, że doszło do eksplozji butli z gazem.