Opowiada nam o urokach pracy z osobami głuchoniewidomymi, w tym o trudach nauki języka migowego. Piotr Pawlak pochodzi z Choszczna, ale od lat mieszka w Szczecinie i wspiera niepełnosprawnych. Jest dla nich prawdziwym idolem.

 

Pracujesz w Zachodniopomorskiej Jednostce Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Niedawno zająłeś 3 miejsce w ogólnopolskim konkursie IDOL w kategorii IDOL ŚRODOWISKA. To spore wyróżnienie. Jak się z tym czujesz?

- To dla mnie ogromne wyróżnienie... i powiem szczerze, nie spodziewałem się tego.

 

Dlaczego nie? W Szczecinie jesteś osobą cenioną przez głuchoniewidomych.

- Takie wyróżnienie jest niezwykle miłe.  Cieszę się, że ktoś zauważył to, co robię na co dzień, ale traktuję to bardzo normalnie. Od kilku lat wspólnie z zespołem, który działa przy ZJW TPG (Zachodniopomorskiej Jednostce Wojewódzkiej Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym – przyp. red.), staramy się dbać o ten klimat. A dlaczego się nie spodziewałem? Zdobycie zaufania nie jest proste i początki pracy z głuchoniewidomymi nie były łatwe...

 

Jak Ci się udało zdobyć to zaufanie?

- Po pierwsze, to chyba dlatego, że nie starałem się udawać. Jeśli czegoś nie wiedziałem, czy nie potrafiłem czegoś zrozumieć, to po prostu o tym mówiłem. Jeśli kogoś nie potrafiłem zrozumieć, przyznawałem się do tego. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że świat osób głuchoniewidomych trochę różni się od naszego.

 

Rozmowa z osobą głuchoniewidomą sprawia aż tak dużo problemów?

- W rozmowie z osobą głuchoniewidomą podobnie jak w relacjach osób pełnosprawnych najważniejsza jest otwartość. Bez niej nic się nie da ugrać. Jeśli jest otwartość, to okazuje się, że po chwili otwierają się kolejne drzwi komunikacji, takie jak uśmiech, gest, znak. W tym świecie z jednymi osobami rozmawia się łatwiej, z innymi trochę trudniej.

 

Mówi się, że czasami w rozmowie brakuje słów... a w komunikacji z głuchoniewidomymi brakuje czasami gestów?

- Mi niestety tak. Cały czas się uczę, nie tylko znaków, ale chociażby czytać mimikę twarzy moich rozmówców. Nie wszystkie osoby głuchoniewidome posługują się językiem migowym, są wśród nich między innymi tacy, którzy rozmawiają podobnie jak my. Inni wykorzystują do komunikacji alfabet Lorma, a jeszcze inni korzystają z dóbr dzisiejszych czasów - smartfona, komputera. W komunikacji też z tego korzystam...czasami wspiera mnie tłumacz języka migowego.

 

Trudno się nauczyć języka migowego?

- Język migowy jest jak język obcy, choć zdecydowanie bardziej przestrzenny. Tu mimika twarzy odgrywa ważną rolę. Często, kiedy widzi się osoby posługujące się językiem migowym, to można dostrzec niesamowite emocje, jakie rysują się na ich twarzach. Fajnie, gdy uda nam się poznać przynajmniej kilka nawet tych podstawowych gestów, jak proszę, dziękuję to bardzo pomaga w codziennych relacjach.

 

Nie wydaje się to takie proste…

- Wszystko zależy od nastawienia, jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej. Mi łatwiej nauczyć się i zapamiętać gesty języka migowego niż słówka języka obcego.

 

W naszym codziennym świecie są ludzie, którzy mają wadę wymowy. W języku migowym też można „seplenić” mając takie problemy jak np. gorszą koordynację ruchową dłoni?

- Z tego, co zauważyłem, głusi posiadają jakąś taką intuicję, że kiedy mają przed sobą osobę, z dysfunkcją ręki, o której mówisz, to mimo wszystko potrafią odczytać gest z dodatkowej mimiki. To jest coś, czego my musimy się zdecydowanie dłużej uczyć, a oni mają to ot tak sobie...

 

Jak to się stało, że w ogóle zająłeś się pracą z głuchoniewidomymi?

- Podczas mojej pracy w Warsztacie Terapii Zajęciowej, pewnego dnia do grupy -pracowni ceramicznej, którą prowadziłem, przyszedł chłopak. Okazało się, że jest głuchoniewidomy i nastąpił taki mały zgrzyt... bo na studiach uczono mnie, że są takie osoby, że jest język migowy, ale wcześniej nie czyniłem starań, by ten język poznać. Tamto spotkanie wszystko zmieniło. Początkowo korzystaliśmy z kartki i długopisu, ale ten nasz kontakt był ograniczony, ponieważ głusi często nie do końca znają gramatykę języka polskiego i przez to nie zawsze komunikaty na kartce były dla nas obojga zrozumiałe. On, miał na imię Mariusz, powiedział mi, że jest taka organizacja jak Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym i od tego się zaczęło...potem pojechałem na pierwszy mój kurs języka migowego, później zostałem wolontariuszem w tej organizacji. Z czasem nadarzyła się okazja, by jeszcze bardziej móc wspierać osoby z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu, i zostałem tłumaczem-przewodnikiem. A potem… to już można powiedzieć, że wpadłem jak śliwka w kompot.

 

Czy nasz świat jest przygotowany na  współżycie z osobami z niepełnosprawnością sensoryczną?

- Z tym bywa różnie, często nawet lekarze rodzinni nie dostrzegają problemu. Wydaje im się, że jak zaczną krzyczeć w gabinecie, to taka osoba ich zrozumie, że jak wyraźnie napiszą coś na kartce, to wszystko będzie ok. Niestety niekiedy to przynosi odmienny skutek. Dostrzegam jednak, że powoli dokonują się zmiany.

 

Podasz przykłady tych zmian?

- Niektóre instytucje wychodzą do tej grupy społecznej. Nasz szczeciński dworzec po modernizacji stał się przyjaznym miejscem. Urząd Miejski również. Niestety trochę gorzej u nas z kulturą, szczególnie jeśli chodzi o dostęp do chociażby filmów z audiodeskrypcją. Pamiętam… parę lat temu, kiedy w ramach naszych wyjść  z grupą, chociażby do kawiarni na kawę czy lody, byliśmy intruzami. Przez cały czas byliśmy obserwowani. Teraz w wielu miejscach jest zdecydowanie inaczej, część osób ma świadomość, że osoba owszem, może nie widzieć czy nie słyszeć, ale może czuć się w tym miejscu dobrze i warto ją obsłużyć zgodnie ze standardami, by wróciła tu ponownie... to miłe

 

Gdybym chciał się nauczyć języka migowego, to można przyjść do Was do towarzystwa?

- Tak, można nas odwiedzić i zobaczyć czym się zajmujemy. Nasi wolontariusze często przez przebywanie z osobami posługującymi się językiem migowym uczą się prostych zwrotów.

 

Pochodzisz z Choszczna, małego miasta. Przypuszczam, że tam głuchoniewidomi mają trudniejszą codzienność niż ci z dużych miast.

- Możliwe, niemniej jednak my jako organizacja staramy się działać w obrębie całego naszego województwa. Oczywiście, że zdecydowanie łatwiej jest dotrzeć do nas i nam do osób głuchoniewidomych mieszkających najbliżej naszej siedziby. Niemniej jednak staramy się wspierać osoby, o których wiemy, że takiego wsparcia potrzebują. Nawet wówczas, gdy mieszkają poza Szczecinem. Wiem, że w Choszcznie są osoby głuche, są osoby niewidome, ale czy głuchoniewidome? Na dziś nie mam takich informacji.

 

Nie myślałeś o pracy strażaka? Lekarza? Nauczyciela?

- Myślałem, kiedyś zastanawiałem się, czy nie zostać fizjoterapeutą lub strażakiem, w mojej rodzinie są tradycje OSP. Pracowałem długo jako instruktor terapii zajęciowej, ale odkąd zostałem również instruktorem orientacji przestrzennej i lokomocji, to zacząłem się rozwijać w tym kierunku. Moje losy potoczyły się inaczej i nie żałuję, że tak się stało. Do Warsztatu Terapii Zajęciowej też często wracam, bo mam z tym miejscem miłe wspomnienia.

 

Gdybyś miał opowiedzieć historię z głuchoniemymi, jaka ci na zawsze utkwi w pamięci…

- Takich historii jest mnóstwo, można powiedzieć, że każdy wyjazd-warsztaty to kolejna historia. Pamiętam, jak podczas moich jednych z pierwszych warsztatów spotkałem niesamowitego mężczyznę: mąż, ojciec, nauczyciel... całkiem niedawno stracił wzrok, tak z dnia na dzień. W momencie, kiedy uczyłem go orientacji przestrzennej, miał już tylko poczucie światła. Opowiadał mi wiele historii ze swojego życia, ale to co mnie w nim urzekło, to fakt, że nigdy nie użalał się nad sobą, tylko mówił i pytał, co jeszcze może zrobić... Był mega pojętnym uczniem... i nauczycielem… nauczył mnie, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych, czasami są tylko okoliczności, które albo przybliżają albo oddalają od realizacji danego celu i to od nas zależy, kiedy ten cel zrealizujemy.