Mieszkaniec Chojny od dawna parkuje pod swoim domem na ulicy Orląt. Teraz dostał wezwanie do zawarcia umowy dzierżawy z gminą, ma płacić za teren, na którym stawia samochód. Stawka? Wysoka. Za działkę o powierzchni 39 metrów kwadratowych ma płacić więcej, niż za podobną nieruchomość o powierzchni pięciokrotnie większej.

Trwa spór o nieruchomość gminną pomiędzy chojeńskim magistratem a mieszkańcem ulicy Orląt. Gmina żąda od niego wydzierżawienia nieruchomości o powierzchni niespełna 40 metrów kwadratowych, obecnie działka jest niezagospodarowana i na niej mieszkaniec parkuje swój samochód. Tymczasem sam zainteresowany wynajmem działki po cenie zaproponowanej przez gminę, nie chce tego zrobić. Uważa, że jest zbyt wysoka, a przy tym gmina nie spełnia swoich obowiązków i nie zapewnia miejsc parkingowych podatnikom.

Zaczęło się od deweloperów?
Wiceburmistrz, Wojciech Długoborski tłumaczy, że sprawa terenu zaczęła się w chwili, kiedy do magistratu zaczęli się zgłaszać deweloperzy, szukali w okolicach ulicy Orląt terenu pod budowę garaży. Wówczas się okazało, że niektóre działki są wykorzystywane przez właścicieli pobliskich domów. Tam parkują swoje samochody.
- Wystąpiliśmy z wnioskami i umożliwiliśmy mieszkańcom dzierżawę terenów pod miejsca parkingowe – tłumaczy wiceburmistrz.
Z kolei mieszkaniec uważa, że gmina nie powinna w ten sposób rozwiązywać kwestii braku miejsc parkingowych, ponieważ ulica Orląt jest strefą zamieszkania i parkować w strefie można tylko w wyznaczonych miejscach. A gmina takich miejsc nie wyznaczyła.
- Gdzie mam parkować? Zatrzymuje samochód w miejscu, gdzie nikomu nie wadzi – komentuje mieszkaniec.
- Są miejsca parkingowe w okolicy – mówi z kolei Wojciech Długoborski. - Jeśli jednak ktoś chce parkować pod samym domem i przez okno widzieć swój samochód, musi liczyć się z kosztami – dodaje.
Takim stawianiem sprawy mieszkaniec miasta jest oburzony, uważa, że to niesprawiedliwe. Na sąsiednich ulicach, m.in. na Sikorskiego i Narciarskiej mieszkańcy parkują pod domami, na gminnych terenach, ale nie wnoszą do kasy gminy żadnych dodatkowych opłat z tego tytułu.

9 złotych za metr
Mieszkaniec ul. Orląt uważa, że nie powinien być obciążany kosztami za miejsce, gdzie parkuje samochód. Jest jednak skłonny dojść do porozumienia z gminą, twierdzi jednak, że finansowe żądania są zbyt wygórowane.
- Dzierżawię już jeden teren, płacę rocznie 295 złotych za 200 metrów kwadratowych, tymczasem za te 39 metrów pod samochód żąda się ode mnie 9 złotych za metr, czyli 351 złotych rocznie. To zdecydowana przesada – komentuje.
Wiceburmistrz uważa jednak, że gmina nie przekracza w tym miejscu swoich kompetencji. Duży teren jest traktowany jako działa rekreacyjna, a dzierżawa takich nieruchomości jest tańsza. Z kolei miejsce pod parking nie można traktować jako teren rekreacyjny.
- Opłata naliczana jest zgodnie z przepisami – twierdzi Wojciech Długoborski.
Wyjaśnia również, że gmina nie może zmienić tutaj stawek, ponieważ podobne umowy z takimi cenami były podpisywane z innymi mieszkańcami ulicy Orląt, gdyby teraz zostały zmienione warunki dla ostatniego mieszkańca, byłoby to nieuczciwe względem innych.
Właściciel nieruchomości przy ul. Orląt twierdzi, że warunki zaproponowane przez gminą są dla mieszkańców niekorzystne i uważa, że nie może on ponosić konsekwencji decyzji pozostałych osób, które gminie uległy i którzy nie walczą o swoje prawa.
- Całe kuriozum polega na tym, że teren, za który gmina chce ode mnie pieniądze jest ogólnodostępny. Jeśli nagle zacznie tam parkować kto inny, to ja będę za to płacił – komentuje.

Rafał Remont