Natalia Marciniak szybko zyskała uznanie wielu mieszkańców miasta. Dlaczego? Potrafi jak nikt inny motywować. Dziś, żeby zacząć trenować wraz z nią, trzeba niekiedy czekać całymi miesiącami. Ale jak mówią ci, którzy ją poznali – czekać warto.


Na początek: gdybyś miała się przedstawić obcej osobie, to co byś o sobie powiedziała?
- Zazwyczaj nie lubię mówić o sobie, to nie będzie łatwe zadanie. Zdecydowanie wolę, kiedy mówi się o efektach mojej pracy, czyli o ludziach, którzy zmieniają swoje życie na lepsze. Mam na imię Natalia, a w Choszcznie nazywają mnie Choszczeńskim Motywatorem .

Właśnie... skąd ta nazwa Motywator?
- Nazwa wzięła się stąd, że nie do końca chciałam być utożsamiana z imienia i z nazwiska. Kiedy zakładałam gabinet dietetyczny i tworzyłam miejsce, w którym chciałam pomagać ludziom zgubić nadbagaż kilogramów, sama walczyłam ze swoją nadwagą. W mediach mówi się i pokazuje jak być fit. W gazetach publikuje się nowinki dietetyczne, a w internecie coraz to więcej filmików z nowymi treningami, to zauważam, że wciąż brakuje, zwłaszcza w tych małych środowiskach miejsca, gdzie osoby z dużą nadwagą lub otyłością, anonimowo mogłyby powalczyć o siebie. Przecież siłownie istnieją, jednak z doświadczenia wiem, że ciężko ćwiczyć z dodatkowymi kilogramami, kiedy dookoła pełno szczupłych kobiet i umięśnionych mężczyzn. To wręcz zniechęca... Ja chciałam stworzyć miejsce anonimowe, w którym każdy czułby się anonimowo i swobodnie. Więc nazwa też musiała taka być.

Ale czy ten nadbagaż kilogramów to rzeczywiście takie zło? Czy tylko moda na odchudzanie, w którą wszyscy chcą się wpisać, by być trendy?
- Każdy nadbagaż kilogramów, który nas ogranicza, można nazwać „złem” . Każdy, kto ze mną współpracuje wie, że nie dążę do ideałów dlatego że one nie istnieją, są wykreowane i to pewnego rodzaju moda, o której mówisz. Ja w swojej pracy dążę do tego, by każdy czuł się ze sobą dobrze i zawalczył o siebie niezależnie od wagi, do której dąży. Oczywiście podstawą są kwestie zdrowotne, ale nie nazywam swojej pracy odchudzaniem ludzi. Raczej zależy mi na zmianach w świadomości, w myśleniu o sobie. Zależy mi na tym, by dokonywać zmian wewnętrznych, bo tylko one przełożą się na nasz wygląd. A wówczas waga się zmniejsza, ludzie są szczuplejsi, odżywiają się zdrowo i mają tego świadomość. Są aktywni i szczęśliwi. A przecież na tym mi najbardziej zależy.

Im chudszy tym szczęśliwszy? Mówisz tak, jak gdyby otyli nie mieli radości w życiu.
- To nie o szczupłość chodzi. Z doświadczenie wiem, że w wielu przypadkach waga nas ogranicza. Tak na szybko podam przykład: „Nie pójdę z koleżanką na basen, ponieważ jestem gruba i nie rozbiorę w strój kąpielowy”. Uważam, że każdy na prawo wyglądać tak, by czuć się ze sobą dobrze i być szczęśliwym. Jeżeli to szczęście tracimy przez to jak wyglądamy, to coś jest nie tak. Tak było ze mną. Wewnątrz aktywna silna i sprawna, za zewnątrz przeciętna studentka AWF ze sporą nadwagą, która wstydziła się tego, jak wygląda, bo tak wyglądać nie chciała. W pewnym momencie trzeba się do tego przyznać. Jeżeli spotykam na swojej drodze osoby, które same przed sobą przyznały się, że kwestia wyglądu wpływa na ich życie, pracę, związek, to wtedy właśnie robię wszystko, by im pomoc i coś zmienić.

Ale skąd bierze się ten wstyd pójścia na plaże czy basen u ludzi otyłych? Czy to nie aby trend i wmawianie nam, że nieco grubsi są gorsi? Tak jest np. z modelkami, kiedyś musiałby być absolutnie szczupłe, ale ale i ten trend powoli się odwraca.
- Nie zawsze nadbagaż kilogramów musi wynikać z zaniedbania, często są to problemy zdrowotne, chociażby chora tarczyca. Niestety ludzie z nadwagą czy otyłością są wyśmiewani i tego niestety nie zmienimy. Chcę natomiast zmieniać i pomagać tym, którzy sami ze sobą czują się źle i sobie z tym nie radzą. Staram się pomagać tym, którzy nie rozbiorą się na basenie dlatego, że sami ze sobą czują się źle, postrzegają się źle w oczach najbliższych, a na końcu osób stojących z boku. Ci, korzy zawsze byli szczupli, tego nigdy nie zrozumieją.

Zastanawia mnie w tym co innego... widzę ludzi biegających, wielu z nich jest "aktywnych" nie dlatego, że chce, ale dlatego, że to jest modne. Modne jest też życie fit, ale ta moda może przeminąć. W tym wszystkim ważna jest psychika, czy ktoś jest silny, czy nie czy potrafi być sobą, czy tylko chce się dostosować.
- Ciężko mi się wypowiadać o innych, więc dalej będę podawać swój przykład. Zaczynałam od jednych i drugich studiów, by zdobyć wykształcenie, kiedy tej całej mody jeszcze nie było, lub była zdecydowanie mniejsza, tak mi się wydaje. Szukałam rozwiązania na swoje problemy. Kiedy z kimś współpracuję, próbuję motywować i szukać rozwiązania problemów, bo to nie tylko o zrzucanie wagi chodzi. Dążę do tego, by każdy zmieniał nie tylko ciało, ale i duszę. To nie jest tak, że jak już ktoś przychodzi na konsultacje do mnie, to musi od razu przejść na dietę i ze mną trenować. Nie każdy jest na to gotowy i nie każdy tego potrzebuje. Z aktywnością jest podobnie: nie każdemu musi sprawiać przyjemność ten rodzaj aktywności, który ja preferuję. Jednak z regularnego treningu czerpiemy szereg różnych korzyści, warto więc żyć w ten sposób bez względu na to, jak się ruszamy. Jedni ćwiczą ze mną, inni chodzą na zumbę, jeszcze inni biegają czy chodzą z kijkami. Ja staram się tylko motywować i dążę do tego, by każdy znalazł coś dla siebie, pilnuję, by robił to regularnie i czerpał z tego radość.

„Staram się motywować” - jesteś w tym dobra. Chylę czoła, ponieważ wiem, że mnóstwo ludzi w Choszcznie Ciebie chwali. Jak nikt inny, potrafisz wykrzesać z ludzi regularność w treningach.
- Staram się motywować… tak ładnie brzmi. Po prostu staram się pomagać innym, zawsze chciałam to robić. Nie do końca wiedziałam, w jaką stronę w życiu pójść, by to robić. Jednak kiedy pomogłam sobie, dostrzegłam, że w taki sam sposób mogę pomoc innym. Nie wiem, czy jestem w tym dobra, są na pewno lepsi, jednak staram się, jak mogę. Jeśli zadasz pytanie: jak to robię, to odpowiem, że nie wiem. Może ludzie po prostu czują, że chcę dla nich dobrze i to ich dodatkowo motywuje… nie wiem.

Widzisz uznanie w ich oczach, które trenują u Twego boku?
- Widzę radość i to mi wystarczy, ale przecież ja za nich niczego nie robię. Ja tylko motywuję, jednak żadnych kilogramów za nich nie zrzucam. To jest ich ciężka praca.

To prawda, że aby z Tobą trenować, trzeba się umawiać z dużym wyprzedzeniem?
- Sporo czasu poświęcam ludziom, a doba nie trwa wiecznie. Mam określoną liczbę osób na zajęciach indywidualnych i dopóki ktoś nie zrezygnuje, nie mogę przyjąć kolejnej osoby. Czasem czeka się tydzień, a czasem trzy miesiące. Na konsultację można umówić się w przeciągu tygodnia, a na treningi grupowe wskoczyć z listy rezerwowej z dnia na dzień. Jak ktoś bardzo chce, to bez problemu się ze mną spotka.

Przejdę teraz do najważniejszego: co sprawia, że jesteś tak skuteczna?
- Mój tata po pierwszej konsultacji ze mną, jako nie tata tylko pacjent, który miał do zrzucenia kilka kilogramów i schudł ponad 30 kg, stwierdził, że mam to coś, co sprawia, że ludzie mi ufają i się słuchają. Może to spora ilość empatii? Nie mi to oceniać, trzeba byłoby zapytać moich podopiecznych.

Nie mówią, co ich inspiruje do działania z Tobą u boku?
- Zazwyczaj rozmawiamy o nich, a nie o mnie, więc ciężko mi to stwierdzić.

Skąd to zamiłowanie do pracy z ludźmi? To nie jest łatwy kawałek chleba, zwłaszcza w małym mieście.
- Oj nie jest. Nie raz już dostałam po uszach za to, co robię i jak robię. Ale muszę się do tego przyzwyczaić, bo to niestety jest to coś, przed czym nie ucieknę. Zawsze wszędzie było mnie pełno, byłam aktywna, lubiłam ludzi i chciałam z nimi pracować. Chciałam się też spełniać pomagając im, jednak ciężko mi było patrzeć na krzywdę innych, przez co praca jako wolontariuszki w hospicjum odeszła na bok. Chciałam widzieć radość u ludzi, chciałam im pomagać właśnie w taki sposób, jak to robię teraz. Nieraz w myślach, kiedy zostałam niesprawiedliwie skrzywdzona i oceniona, kiedy wchodzono z butami w moje życie prywatne, zastanawiałam się, po co mi to wszystko? Ale ja wiem, po co! Po to właśnie, żeby zobaczyć szczery uśmiech i radość chociaż jednej osoby, której pomogłam. I to jest dla mnie najważniejsze.

Masz jeszcze jakieś marzenia?
- A kto ich nie ma? Część się właśnie spełnia, ponieważ jestem na długo wyczekiwanym urlopie i niedługo też zostanę żoną, a kiedyś pewnie i mamą. To takie najważniejsze.

Myślałaś o tym, by przenieść biznes do dużego miasta?
- Na tę chwilę nie. W dużych miastach jest sporo takich osób, jak ja, a mieszkańcom małych miast też ktoś przecież musi pomagać.

Teraz jesteś młoda, energiczna… Nie boisz się, że za jakiś czas będziesz miała mniej sił na to wszystko?
- Bardzo możliwe, ale nie myślę o tym, co będzie później.