Na trasie biegu walczy nie tylko z przeciwnikami, co z samą sobą. Chce bić własne rekordy i nie ogląda się za na innych. Nikolina Szurgocińska ma 23 lata, z sukcesami startuje w biegach długodystansowych reprezentując Gryfino. Od czterech lat mieszka w Chojnie i mogłaby biegać w barwach Chojny, ale…


Widziałem Ciebie na biegu K2, na warszewskich górach i byłem pod wrażeniem. Kobieta, która za plecami zostawiła dziesiątki regularnie biegających i trenujących mężczyzn.
- Nie byłam dobrze przygotowana do tego biegu, a jest on mega trudny. Górki bardzo strome... ale dałam radę i sama byłam pod wrażeniem, że tak dobrze mi poszło.

W takich momentach miewasz satysfakcję, że jesteś lepsza niż większość mężczyzn?
- Czasami tak, ale mam świadomość tego, jak ciężko trenuję na swoje wyniki. I często trenuję w grupie z mężczyznami, ponieważ niestety wśród kobiet trudno o kogoś tak wytrenowanego jak ja. Często biegam sama, pod okiem trenera, który dużo pomaga mi po każdym treningu pyta się, jak mi się biegało. Jak się czuję. Pozwala mu to na analizę i przygotowanie mnie do startów.

Zwycięstwo w K2 nie było Twoim jedynym sukcesem biegowym w tym roku.
- Nie, dużo startuje i dobrych rezultatów w tym roku nie brakowało. A jeszcze kilka startów w tym sezonie mam przed sobą. Roztrenowanie planuję dopiero po półmaratonie w Koszalinie, ten bieg odbędzie się 30 października.

Które tryumfy w tym roku, jakie medale cenisz najbardziej?
- Najbardziej cenię sobie start w maratonie w Dębnie, ukończyłam go mimo, że na 27 kilometrze dopadł mnie straszny ból brzucha. Biegłam z nim do samej mety, chciałam osiągnąć czas 3 godziny i 10 minut, ale niestety pobiegłam w 3 i 26 minut. Pamiętam jednak tę walkę na trasie z bólem, wygrałam z nim. Niedawno startowałam też w Biegu Transgranicznym i na tej ciężkiej trasie zrobiłam czas 42.15 na 10.9 km, a kiedy mijałam 10 km miałam czas 39.08 - to moja życiówka.

Z tego co mówisz, można wywnioskować, że bardziej masz satysfakcję z walki z samą sobą niż z rywalami na trasie.
- Tak, bo nie każdy dzień jest taki, że dobrze pobiegnę. Czasami przychodzą kryzysy, ale mimo to staram się ukończyć bieg. W przyszłym roku, jak przepracuję zimę i pojadę na obozy, będę jeszcze lepiej biegać. Same treningi i starty muszę natomiast godzić z byciem mamą, mam 2-letnie dziecko i ciężko czasem godzić role zawodnika i rodzica. Ale kocham biegać, czasem pomaga mi ono odstresować się.

Skąd to zamiłowanie do biegania?
- Zaczęłam bieganie od sprintu, ale kiedyś wystartowałam na 800 metrów i zakochałam się w bieganiu długodystansowych. Trenowałam w Klubie Hermes Gryfino. Później przyszła ciąża i brak aktywności, po ciąży wróciłam do bieganie, to nie był łatwy czas. Dużo przytyłam, aż 30 kilogramów, ale walczyłam i ciężko trenowałam… i udało się. Teraz jestem lepsza niż za czasów, gdy biegałam w klubie i trenowałam u Jana Podleśnego. Obecnie mam innego trenera, który dużo poświęca mi czasu.

Kto dziś jest Twoim trenerem?
- Tomasz Waszczuk.

Jak znajdujesz na to wszystko czas… dziecko, dom, treningi, starty?
- Nie jest łatwo, ale staram się nad wszystkim panować. Pomagają mi rodzice partnera, są kochani. Zajmują się synkiem Igorem kiedy idę na trening lub jadę na zawody. Oczywiście w miarę możliwości staram się brać syna ze sobą na zawody, żeby widział, jak walczę.

Igor też będzie biegał?
- On już biega. Jest szybki, czasem trudno go dogonić. Ma krótkie nogi, ale szybko nimi przebiera. To prawdziwy żywioł. Czy będzie biegał? Zobaczymy, nic na siłę.

Kiedy zobaczymy Ciebie na imprezie rangi mistrzowskiej?
- Nie wiem, chcę się przygotować spokojnie do przyszłego sezonu. Najważniejsze będą zimowe przygotowania i obóz. Być może wystartuję w przyszłym roku w Mistrzostwach Polski w przełajach.

Masz jakiś swój sportowy cel? Wynik, jakiego osiągniecie będzie spełnieniem?
- Chcę się skupić na zawodach w przełajach, może zaliczę też kilka startów na bieżni. Zobaczymy, na co mnie stać.

Teraz modny jest triathlon, nie myślałaś, żeby tu spróbować swoich sił?
- Nie interesuje mnie ten sport. Jest bardzo czasochłonny i bym nie miała czasu dla rodziny.

Mieszkasz w Chojnie, ale reprezentujesz barwy Gryfina.
- To prawda, w Chojnie mieszkam od czterech lat. Biegałam nawet w chojeńskich barwach, ale okazało się, że w Chojnie nie mogłam odebrać nagrody dla tutejszego sportowca, ponieważ nie jestem zameldowana w Chojnie. Więc teraz wpisuję nazwę miasta, w którym jestem zameldowana, czyli Gryfina.

Dziwna sprawa.... nagroda powinna być nie za zameldowanie, a za wyniki i promowanie miasta.
- Też tak kiedyś pomyślałam, cóż… wiele osób było w szoku po tym, jak odmówiono mi przyznania nagrody z powodu zameldowania. Mi, której tyle czasu mieszkam w Chojnie i nie raz reprezentowałam Chojnę na zawodach. Zostałam bez nagrody. Jakoś nie ubolewam, biegam dla siebie i od tamtej pory wpisuję na listach startowych nazwę Gryfina.


Rozmawiał Rafał Remont