Czytelnicy sygnalizują nam, że w miejskim parku w Gryfinie alejki nie są systematycznie sprzątane.

- Opadłe z drzew listowie zalega na ścieżkach. Jak pokropi deszcz, to przechodnie ślizgają się na mokrych i gnijących liściach, niektórzy z trudem łapią równowagę – mówi spotkany w parku gryfinianin, i nie jest odosobniony w swojej opinii.

Spadające liście z drzew to nieodłączny element jesiennej aury. W miejscowym parku zdecydowaną większość drzewostanu stanowią drzewa liściaste. Jesienią, spadające liście ścielą się na ziemi różnobarwnym dywanem. To piękny widok. Ale liście pokrywające parkowe dróżki mogą stwarzać niebezpieczeństwo dla przechodzących nimi osób. Zwłaszcza, kiedy pogoda jest dżdżysta. Wilgotne i butwiejące liście tworzą śliskie podłoże, na którym nietrudno o wypadek.

W reakcji na sygnał, wybraliśmy się do parku w miniony piątek wczesnym popołudniem. Rzeczywiście, alejki pokryte mokrymi liśćmi nie tylko nie zachęcały do spacerów, ale miejscami w ogóle go utrudniały. Temat ten podjęli nieliczni spacerowicze, których uwagi do służb sprzątających miejski park były jednoznacznie krytyczne.

Z informacji uzyskanej w miejscowym Przedsiębiorstwie Usług Komunalnych wynika, że – zgodnie z zawartym z gryfińską gminą porozumieniem – częstsze prace porządkowe związane z usługami sezonowymi w Parku Miejskim mają miejsce wyłącznie na zgłoszenie magistratu. Pierwsze zgłoszenie na usuwanie liści w bieżącym sezonie miało miejsce we wrześniu br., a kolejne PUK otrzymał w poniedziałek 7 bm. Czy to zbieg okoliczności, że akurat tego samego dnia do pracownika PUK, zajmującego się m.in. miejską zielenią skierowaliśmy e-mail, w którym podzieliliśmy się spostrzeżeniami na temat nieuprzątniętych alejek, a także z prośbą o udzielenie informacji m.in. o częstość prac porządkowych w tym rejonie, szczególnie w okresie jesiennym? Bez względu na wszystko cieszy nas, że niebezpiecznie śliskie alejki w parku już nie straszą. W miniony wtorek w południe dróżki były uprzątnięte z liści, które zgromadzono na trawinkach, część zapakowano w worki (co widać na zdjęciach). Tego dnia spotkaliśmy także trzyosobową ekipę z PUK-u, która, skończywszy swoją robotę w innej części miasta, przyszła pomóc sprzątającym w parku kolegom z pracy.

Mamy nadzieję, że odpowiedzialne za ten stan rzeczy gminne służby nie prześpią kolejnych „liści” i zadbają o bezpieczeństwo osób korzystających z parkowych dróżek.


Maria Piznal