Czy w Nawodnej wyłączane jest światło uliczne? Mieszkanka twierdz, że po zmroku panują we wsi egipskie ciemności. W urzędzie z kolei nikt nie ma wątpliwości, że latarnie się palą, ewentualnie pojedyncze lampy mogły ulec awarii. Jak jest z tą ciemnością?


- Jakieś trzy lata temu ograniczyli nam oświetlenie – mówi pani Anna, mieszkanka Nawodnej.
I wtedy się zaczęło. Lampy paliły się tylko do godziny 1:00, potem gasły w ramach wprowadzanych oszczędności. Zapalane były na chwilę dopiero przed świtem.
- Oświetlili wówczas halogenami tylko kościół, ale ostatnio nawet te światła zostały wyłączone – tłumaczy mieszkanka wsi. - Toniemy w ciemnościach od wielu, wielu miesięcy. Normalnie XIX wiek. My tu żyjemy jak za Boryny – dodaje.
W gminie jednak słyszymy, że o wyłączaniu światła nie ma mowy. Jak tłumaczy Dariusz Skrycki z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, był przez krótki okres pomysł wyłączania światła pomiędzy 1:00 a 4:00, w ramach szukania w miejskiej kasie oszczędności. Ale radni miejscy się nie zgodzili na tego typu praktyki.
- Uznali, że zadowolenie społeczne i bezpieczeństwo są ważniejsze niż oszczędności – wyjaśnia.
Dlaczego więc pojawia się zarzut, że w Nawodnej panują egipskie ciemności?
- Być może to awaria, jakiej nam nikt nie zgłosił – mówi Dariusz Skrycki. – Światła w Nawodnej nie wyłączamy, przed chwilą rozmawiałem z pracownikiem urzędu, który mieszka w tej miejscowości, twierdzi, że oświetlenie działa. Być może akurat mieszkanka, która sygnalizuje problem, ma uszkodzona latarnię przy swoim domu – dodaje.
Zapewnia, że urzędnicy sprawdzą poprawność działania oświetlenia. Jeśli doszło do usterki, to sprawa niezwłoczne zostanie zgłoszona z wnioskiem o naprawę do Eneosa, administratora ulicznego oświetlenia.
Pani Anna odpowiedzią urzędu jest… zdziwiona.
- Mieszkam tutaj, widzę, co się w Nawodnej dzieje. I każdego wieczora widzę ciemność i niedziałające oświetlenie – komentuje.