Czy monitorowanie miasta to ściema? Według radnego, kamery nie działają tak, jak należy, co powoduje, że miasto jest niebezpieczne. Tymczasem policja zaprzecza, jakoby Barlinek miał jakiekolwiek problemy w kwestii monitoringu.

Podczas ostatnich obrad rady miejskiej w Barlinku, radny Jerzy Symela podniósł kwestię niedziałającego monitoringu miejskiego. Uważa, że kamery nie działają od ubiegłego roku. Monitoring miał zostać zlikwidowany w chwili, gdy w mieście zniesiono stanowisko dyżurnego policji. Jeśli to prawda, to może dojść do skandalu, ponieważ w wielu miejscach widnieje informacja o monitorowaniu miasta, a przedsiębiorcy – zwłaszcza hotelarze – szczycą się monitoringiem zapewniając swoich gości, że miasto jest bezpieczne.
- Właściciele hoteli, pensjonatów, w swoich certyfikatach bezpieczeństwa posługują się tą informacją. A tak naprawdę jest to lipa, bo miasto monitorowane nie jest. Z moich ustaleń wynika, że monitoring przeniesiono do Myśliborza. Tam nikt się nim nie interesuje. Monitory stoją zakurzone, nikt się nimi nie interesuje – komentował Jerzy Symela.
Tym zarzutem o niedziałającym monitoringu zaskoczony jest asp. Jacek Poleszczuk, oficer prasowy myśliborskiej Komendy Powiatowej Policji. Dementuje te pogłoski.
- Już podczas sesji ta informacja ostała zdementowana przez policję, monitoring działa bez żadnych zarzutów – tłumaczy.
Skąd więc ta informacja o problemach?
- Dzisiaj są takie czasy, że każdy może mówić co chce – uśmiecha się rzecznik prasowy.
Zapewnia, że monitoring działa i pomaga policji w codziennej pracy, zarówno w wykrywaniu sprawców wykroczeń, jak i przestępstw. System monitoringu jest stale nadzorowany, ale nie ma osoby, która przez całą dobę siedzi przy monitorach i wpatruje się w obraz.
- Wszystko jest rejestrowane, w razie potrzeby przeglądamy nagrania – tłumaczy Jacek Poleszczuk.

Rafał Remont