Centrum Badania Opinii Społecznej podaje, że do przeklinania przyznaje się 80 procent rodaków. Większość badanych twierdzi, że wulgaryzmów używa pod wpływem emocji. Dziś, 17 grudnia w naszym kraju obchodzimy Dzień bez Przekleństw. Kilka osób zapytaliśmy, co sądzą o takim dniu, przekleństwach w ogóle, oraz czy zdarza im się przeklinać/zakląć?

W Polsce Dzień bez Przekleństw obchodzony jest od niedawna. Jego ideą jest zwrócenie uwagi na piękno ojczystej mowy, która nie potrzebuje wulgaryzmów, by właściwie wyrażać emocje. Bo właśnie w celu zredukowania napięcia ludzie przeklinają najczęściej. Według Słownika języka polskiego (PWN), przekleństwa to „obelżywe, wulgarne wyrazy używane w stosunku do kogoś lub dla wyrażenia gniewu, złości”. Profesor Jerzy Bralczyk ocenił, że są to słowa, które zawsze będą uznawane za nieprzyzwoite. Pomimo tego, że przekleństwa istnieją tak długo jak sam język, są one powszechnie uważane za objaw prymitywizmu i braku kultury.
A jakie wypowiedzi otrzymaliśmy w naszej mini sondzie? Poniżej cytujemy kilka z nich.

- Profesor Uniwersytetu Szczecińskiego Bogdan Matławski uważa, iż: „W miłej i przyjaznej rozmowie niepotrzebne są przekleństwa, dlatego lepiej rozmawiać w tej formie. Prowadzić dyskurs bez złych emocji to sztuka. Wielu ludziom ta sztuka dobrze wychodzi, może warto spróbować. Złe emocje najczęściej wymuszają użycia przekleństw, a życiowa poprawność polega na używaniu terminów neutralnych zamiast obraźliwych i wulgarnych.”

- Z serii „Rozmowy małżeńskie”; Ż – żona, M – mąż:
Ż: Dzień bez przekleństw? W pierwszej chwili pomyślałam sobie „Zaj..iście! Coś dla mnie!”. A później zastanawiałam się, czemu taki dzień ma służyć.

M: Lepszy rydz, niż nic. Osobiście nie wierzę, że to coś zmieni, ale inicjatywa godna uwagi. 

Ż: Ale dlaczego? Co jest w tym godnego uwagi?

M: Przeszkadza mi to, że ludzie na co dzień przeklinają. Moim zdaniem to oznacza ich frustrację. Dodatkowo przekleństwa niosą negatywny ładunek i nakręcają negatywnie rozmówców. Cieszę się więc, że ktoś na to zwraca uwagę. 

Ż: Jeśli chodzi o mnie, to zależy to głównie od tego, kto przeklina. Samej mi się zdarza, dla zaakcentowania czegoś. Moim zdaniem przekleństwa mogą czasem rozładować napiętą sytuację. Dlatego zastanawiam się, jakie są konkretne cele tego „święta”, jaka jest misja tego dnia. Z chęcią bym się dowiedziała.

- Maria: „No cóż, niestety, zdarza mi się dość często przeklinać! Nie jest to zbyt dobra forma uzewnętrzniania swoich emocji, ale czasami pomaga. Dzień bez Przekleństw w moim przypadku chyba się nie sprawdzi.”

- Jolanta: „Dzień bez Przekleństw? Osobiście jestem przeciwko. Tak jak jestem przeciwko dniu dziecka, dniu matki, dniu bez papierosa, rozumu etc. Co nie znaczy, że zgadzam się na łamanie praw dziecka, matki, palenie papierosów lub posiadanie rozumu. To ostatnie bywa uciążliwe, zwłaszcza ostatnio.
Klnę. Znam kilka paskudnych przekleństw po szwedzku, ze dwa po francusku i angielsku. One nie są wulgarne bo nic nie znaczą dla mnie. Ale po polsku też klnę. W samotności z bezsilności.
Natomiast boleję nad skromnym zasobem słów  u wielu moich rodaków, zwłaszcza młodych. Ten mankament zmusza ich do częstego używania wulgarnych słów-jokerów, słów zastępujących wszystkie inne słowa. Świętowanie Dnia „Bez” czy Dnia „Czegoś” lub „Kogoś” zasmuca mnie, bo przypomina o niezwykłości tych dni. Marzy mi się, żeby nie świętować… niczego normalnego, cokolwiek to znaczy.”

- Kuba: „Kiedy byłem młodym człowiekiem, to uważałem, że przeklinanie nie najlepiej świadczy o człowieku. Nigdy nie słyszałem przeklinających rodziców czy nauczycieli. Teraz, z punktu widzenia osoby dorosłej obserwuję, że często jest to nie do uniknięcia. Tak, zdarza mi się przeklinać, głównie w sytuacjach stresu czy wielkiego zdenerwowania. Staram się jednak nie nadużywać przekleństw. Nadal używanie ich jako przysłowiowych przecinków w wypowiedziach innych bardzo mnie razi.
Dzień bez przekleństw? Czemu nie. Być może zwróci uwagę osób nagminnie ich nadużywających.”

- Miłka: „Właśnie postanowiłam zgubić parę kilogramów. Głupio wymyśliłam, żeby zacząć przed świętami. I teraz, po półgodzinnych torturach, muszę pamiętać o prawidłowym oddychaniu, więc w myślach rozbrzmiewa: Wdech i k...a wydech.”

- Joanna: „Dla mnie taki dzień mógłby być przez cały rok. Lubię, gdy ludzie zwracają się do siebie ładnie, z szacunkiem i kulturą. Niestety, czasami zdarza mi się przekląć. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale jest to taki wentyl, który (w moim przypadku) redukuje złe emocje. Tylko czy w tym dniu chodzi o używanie brzydkich słów, czy o przekleństwa typu „obyś…”?
Bez względu na rozstrzygnięcie, jestem przeciw wszelkim przekleństwom.”

- Artur: „Wobec rozprzestrzeniającej się, nie tylko wśród młodych ludzi, plagi wulgaryzmów, każda próba podniesienia świadomości językowej naszego społeczeństwa powinna być powszechnie aprobowana. Dzień bez Przekleństw jest według mnie ciekawym pomysłem-sygnałem, który ma pobudzić do myślenia wszystkich użytkowników języka. Przykre jest to, że dzisiejsze normy językowe wyznaczają nie językoznawcy lecz celebryci. Wiele słów uważanych dotychczas za obraźliwe bądź wulgarne, dzisiaj już nikogo nie razi. Niektóre formy mieszczą się wręcz w obszarze uzusu językowego. Mam nadzieję, że Dzień bez Przekleństw - jeśli nie zmieni złe nawyki użytkowników języka - to przynajmniej pozwoli zastanowić się, czy mój język jest nie tylko komunikatywny, ale też ładny. Pośpiech życia i unifikacja kulturowa determinują naszą mowę, a ta, jak słyszymy, jest niedbała i „zachwaszczona” wulgaryzmami. Razi mnie przeklinanie w każdej sytuacji: dla chęci popisywania się, dodawania sobie animuszu, z powodu ubóstwa językowego, czy mody. Sam nie przeklinam; ba, nawet twierdzę, że przekleństwa w moich ustach brzmią jakoś dziwnie, nienaturalnie. I właśnie dlatego że wymagam od siebie starannej polszczyzny, nie usprawiedliwiam przekleństw nawet wtedy, gdy - jak mówią niektórzy - są one formą odreagowania stresu.”

- Ewa: „W związku z pytaniem o Dzień bez Przekleństw przypomniała mi się pewna historyjka. Kilkanaście lat temu byłam na pielgrzymce. Zwracaliśmy się do siebie „siostrzyczko” i „braciszku”. Bodajże piątego dnia pielgrzymowania, cały czas w upale, idącej obok mnie kobiecie jakiś mężczyzna niechcący nadepnął na piętę. W tej samej chwili moja sąsiadka wrzasnęła: Bodajby cię szlag trafił... braciszku.”

- Marta: „Niestety, z przykrością obserwuję wzrost wulgaryzacji języka. Zwłaszcza wśród młodzieży używanie przekleństw jest bardzo powszechne. A przecież to, w jaki sposób posługujemy się swoim językiem ojczystym, świadczy o kulturze osobistej każdego z nas. Mowa to podstawowy sposób wyrażania człowieczeństwa. Nasza wypowiedź powinna być staranna i konstruowana z poszanowaniem odbiorcy, a to znaczy, że kultury słowa należy uczyć od wczesnego dzieciństwa. Słowa nie są mniej ważne w relacjach międzyludzkich niż czyny. Ranić dotkliwie, krzywdzić można nie tylko złym czynem, ale też agresywnymi, wulgarnymi słowami. O ile jestem w stanie zrozumieć osobę, która pod wpływem emocji, silnego wzburzenie zaklnie szpetnie pod nosem, absolutnie niewybaczalne jest, moim zdaniem, używanie przekleństw w życiu publicznym. Czasami zdarza mi się brzydko zakląć, ale wyłącznie pod własnym nosem”
Maria Piznal