Mały Piotruś z Żórawi pod Gryfinem wrócił do domu po leczeniu w USA. Choroba ustąpiła, a chłopczyk czuje się bardzo dobrze.

Przypomnijmy. Chłopiec choruje na siatkówczaka obuocznego. Złośliwy nowotwór dziecięcy zaatakował oczy malca, gdy ten miał około pół roku. Piotrusia leczono w Polsce. Rodzice zdecydowali się na terapie w Stanach. Ta jednak była bardzo kosztowna.


Przez prawie dwa miesiące zbierano 1,5 mln zł,
aby Piotruś mógł polecieć do USA na leczenie innowacyjną metodą, która daje 98% skuteczności. W zbiórkę zaangażowały się światowe gwiazdy - piłkarze Realu Madryt, gitarzysta Robbiego Wiliamsa - Neil Taylor, ale także przyjaciele i znajomi rodziny. Dzięki tak licznej pomocy Piotruś razem z rodzicami 19 marca wyleciał do USA. Tam w Klinice doktora Abramsona przeszedł terapię, która w Polsce też jest dostępna, ale o wiele mniej skuteczna. W niedziele po południu chłopiec razem z rodzicami wrócił do Żórawi.

Pod koniec czerwca rodzina poleci jeszcze na badanie kontrolne.
Ale rodzice chłopca mówią, że poprawa jest widoczna gołym okiem, a badania z pewnością to potwierdzą.
- Choroba została zatrzymana, guzy pomniejszyły się, wydaje mi się, że Piotruś też dużo lepiej widzi na lewe oczko, poprawa jest i to wielka – mówi mama chłopca, Justyna Misiak.
- Dzięki wpłatom różnych osób udało się nam wyjechać i podjąć leczenie naszego syna. Jesteśmy bardzo wdzięczni za szansę, którą dostaliśmy. Warto było pojechać, bo w dwa miesiące widać tak dużą poprawę, której w Polsce nie było przez pół roku.
Teraz przed rodziną będzie najważniejsza kontrola. Po przeprowadzonych badaniach, lekarze zdecydują, czy Piotrusiowi jest potrzebna kolejna dawka melphalanu.
- Rokowania są dobre, być może nie będzie potrzebna kolejna chemioterapia – dodaje mama.

Rodzice wierzą, że teraz będzie już tylko lepiej.
O tym, czy Piotruś pokonał nowotwór ostatecznie będzie można stwierdzić dopiero w przyszłym roku. Mniej więcej po pół roku od zakończenia terapii. Rodzice wierzą, że teraz będzie już tylko lepiej. - Można powiedzieć, że wygraliśmy bitwę, ale jeszcze nie wojnę – podsumowuje mama. - W głębi serca wiem, że najgorsze jest już za nami. Piotruś nie był jedynym dzieckiem z naszego regionu, które wyleciało na leczenie do doktora Abramsona. Miesiąc później dołączyła do niego Lenka z Przybiernowa. Dziewczynka razem z rodzicami cały czas jest jeszcze w USA.