SZOK! Czy ksiądz pobił dziewczynkę w kościele? A jeśli tak, to dlaczego? Z naszych informacji wynika, że do zamieszania doszło z błahego powodu, ponieważ kapłan zwrócił dziecku uwagę, a ono nie zastosowało się do jego polecenia. Wtedy ksiądz zadał ciosy, dwukrotnie, w głowę.


Dziewczynka przebywała na terenie kościoła na Górnym Tarasie w Gryfinie. Była tam wraz z dziećmi przygotowującymi się do Komunii Świętej. Do świątyni przyszła z młodszą siostrą. W pewnym momencie, wewnątrz kościoła, podszedł do niej proboszcz i uderzył dwukrotnie w głowę.

Sam kapłan twierdzi, że o pobiciu nie ma mowy, przyznaje natomiast, że „poklepał” dziecko po głowie.

- Rodzice nie interesują się, dzieci same przyszły do kościoła, starsza z sióstr skubała gzyms na świątyni – tłumaczy.

Wyjaśnia, że to nie pierwszy raz, kiedy dzieci niszczyły elewację kościoła, dlatego ksiądz postanowił zareagować. Zwrócił uwagę dziewczynce, a ta uciekając weszła do świątyni. Proboszcz ruszył za nią, wypatrzył ją w tłumie dzieci, podszedł do niej:

- Zapytałem, dlaczego to robi i poklepałem ją po głowie – tłumaczy.

Świadkowie zdarzenia twierdzą, że to nie było klepnięcie, ale dwa silne uderzenia w głowę. Jak było naprawdę? Teraz ustala to prokuratura. Jak się dowiedzieliśmy od rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Szczecinie, Joanny Biranowskiej-Sochalskiej:

- Prokuratura Rejonowa w Gryfinie prowadzi dochodzenie w sprawie, która dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej małoletniej, która faktycznie miała zostać uderzona, ze wstępnych ustaleń wynika, że przez księdza – informuje. - Jest to czyn prywatnoskargowy, jednakże tę sprawę prokurator objął śledztwem z urzędu i prowadzi w tej sprawie postępowanie. Z uwagi na charakter sprawy i dobro pokrzywdzonej, szczegółów nie możemy podać – dodaje.

Sam ksiądz jest zaskoczony tym obrotem sprawy, jak mówi, nie został poinformowany o żadnym śledztwie. Przyznaje natomiast, że jeszcze tego samego dnia, w którym doszło do zdarzenia, do świątyni przyszedł ojciec dziewczynki i zrobił awanturę.

- Akurat byłem w konfesjonale, wydzierał się na cały kościół. Nie przyszedł, by spytać o wyjaśniania, tylko powiedział, że sprawę zgłosi na policję – mówi proboszcz.

Teraz kapłanowi grozi sąd. Za czyn, którego się dopuścił grozi mu kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku.