Fantazja kierowców nie zna granic. Choć od wejścia w życie zaostrzonych przepisów miną wkrótce trzy lata, miłośnicy szybkiej jazdy wciąż prześcigają się w sposobach, jak ominąć „niewygodne” prawo. I nie chodzi wcale o wysokie mandaty. To, czego właściciele zbyt ciężkiej nogi boją się najbardziej, to utrata licencji do kierowania pojazdami. Ale i na to, jakby się mogło wydawać, znaleźli w końcu rozwiązanie.

W mediach i w sieci pojawiły się ostatnio doniesienia o tym, że konfiskaty prawa jazdy policja może dokonać tylko i wyłącznie w sposób fizyczny. Według miejskich legend, bo tak doniesienia te trzeba nazwać, chcąc się przed tym ustrzec, wystarczy... nie mieć go przy sobie. W najgorszym wypadku oprócz mandatu za przekroczenie dozwolonej prędkości funkcjonariusz wypisze dodatkowe 50 zł grzywny. Nic bardziej mylnego.


- Jeżeli w czasie kontroli kierowca nie okaże blankietu, to oczywiście nie możemy go zatrzymać, ale zysk takiego działania jest żaden - mówi Zbigniew Korytnicki, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego w Gdańsku. - Pomimo że kierowca nie ma przy sobie prawa jazdy, to my, tak czy inaczej, występujemy z wnioskiem do starosty o wydanie decyzji w sprawie zatrzymania licencji na okres 3 miesięcy. To, czy kierowca będzie miał ten blankiet, czy nie, nie stanowi żadnej różnicy, bo cały czas ciążyć na nim będzie decyzja o zatrzymaniu prawa jazdy.


Każda następna kontrola, gdyby mimo wszystko w trakcie obowiązywania zakazu kierowca poruszał się po drogach, będzie skutkowała po pierwsze zatrzymaniem blankietu prawa jazdy, jeśli nie doszło do tego za pierwszym razem, ale także wystąpieniem z wnioskiem o przedłużenie zakazu prowadzenia pojazdów na okres 6 miesięcy. Nie wiadomo, czy właśnie stąd nie zrodził się kolejny mit. Część kierowców uważa bowiem, że prawa jazdy lepiej nie mieć wcale niż... je stracić. Brzmi całkiem logicznie, ale nie dajmy się zwieść.


Chodzą słuchy, że osoba, która porusza się po drogach, mimo że do egzaminu na prawo jazdy nigdy nie podchodziła, jest przez funkcjonariuszy traktowana łagodniej niż ta, która licencję utraciła w związku z przekroczeniem dozwolonej prędkości i mimo zakazu dalej wyrusza w trasy. Ku rozczarowaniu części naszych Czytelników donosimy, że oba przypadki traktowane są przez policjantów jednakowo. Oba też, jak przypomina naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego, są jawnym łamaniem prawa.