W najbliższą niedzielę w Cedyni zakończenie piłkarskiego sezonu. Będzie radość z powodu awansu, ale nie zabraknie słów wdzięczności skierowanych do Janka Noworolnika. Nigdy nie odmawiał pomocy drużynie, teraz sam przezywa trudne chwile.


- Będę na stadionie, cieszę się z awansu chłopaków. Czcibor już kiedyś grał w okręgówce, byłem w drużynie, która ten awans wywalczyła – wspomina Jan Noworolnik.
Pan Jan to dobry duch drużyny. Niegdyś zawodnik Czcibora, potem działacz. Zawsze wierny fan i przyjaciel klubu.
- Nigdy nie odmawiał nam pomocy – mówi wiceprezes Czcibora, Krzysztof Muraszka.
- Jak się sklep prowadzi, to zawsze się chłopakom pomagało – komentuje z kolei Jan Noworolnik.
Wspierał klub, jak potrafił najlepiej. Kupował napoje, czasami dawał produkty na grilla. Pan Jan uważa, że tak trzeba i że to normalne, ale wiemy doskonale, że nie każdy przedsiębiorca chce wspierać małe kluby. Nie każdy chce w ogóle komukolwiek pomagać.
W lutym doszło do tragedii. Pan Jan trafił do szpitala.
- Strzelił mi tętniak pod kolanem, źle postawiono diagnozę i potem było za późno, ucięli nogę i tyle – mówi Jan Noworolnik.
Utrata nogi dla miłośnika sportu i zawsze aktywnej osoby, to prawdziwy dramat. Pan Jan wspomina, że był załamany, psychika siadła całkowicie. W odbudowaniu siły pomagała rodzina. Z czasem jednak nabrał nowej motywacji. Teraz porusza się na wózku, niekiedy używa kul.
- Daję sobie jakoś radę, w sklepie jestem codziennie – mówi o swojej obecnej aktywności pan Jan. - Jestem mile zaskoczony, że tyle wiary w Cedyni o mnie pamiętało. Kiedy wróciłem do sklepu, to mnie witano jakbym wrócił z zaświatów – wspomina.
Teraz piłkarze i działacze Czcibora chcą się odwdzięczyć za lata wsparcia. Chcą podczas ostatniego meczu w sezonie zbierać pieniądze na pomoc dla Janka, który czeka na protezę nogi.
- Jakoś mi z tym było dziwnie, kiedy przyszli do mnie z taką informacją – mówi pan Jan. - Stać mnie na to, by sobie poradzić, ale oni mówią, że nie o to chodzi. Po prostu chcą pomóc. Jestem twardy, hardy, kawał chłopa, ale łzy mi poleciały – dodaje.
Krzysztof Muraszka nie wyobraża sobie, by klub mógł zapomnieć o swoim dobroczyńcy.
- O takich ludziach nie można zapominać, zrobił dla nas wiele dobrego – wyjaśnia wiceprezes Czcibora Cedynia. – Nie pomagamy, by był wdzięczny. Przecież w pomaganiu nie o to chodzi. Pomagamy, by pokazać, że darzymy Janka dużym szacunkiem. To dobry przykład, że dobre uczynki wracają do człowieka. Zapewne kiedyś, decydując się na to, by nas wspierać, nawet nie przypuszczał, że kiedyś sam będzie potrzebował wsparcia – komentuje.
W niedzielę w Cedyni odbędzie się zakończenie sezonu, Czcibor rozegra ostatni mecz w lidze z LUKS Krzywin, potem będzie feta z okazji awansu do ligi okręgowej. Podczas piłkarskiego święta będzie też zbiórka pieniędzy na pomoc Janowi Noworolnikowi. A sam Janek?
- Chciałem się włączyć w tę imprezę, coś kupić dla chłopaków i kibiców, ale się nie zgodzili – mówi.
Tym razem role się odwrócą. W sobotę to Czcibor i jego kibice pomagać będą Jankowi.