Poprzedni nadleśniczy w Mieszkowicach stracił stanowisko, bo jak nieoficjalnie się mówi, kadra nadleśnictwa była mocno poróżniona. Teraz problem powraca. Jedna z kandydatek do pracy, dobrze wykształcona kobieta, twierdzi, że nie może liczyć na angaż, bo miejsce w państwowej firmie przypadło synowi jednego z burmistrzów z okolic Mieszkowic. Czy ma rację?


Z zawodu jest leśnikiem, po studiach leśnych w Poznaniu oraz podyplomówce z administracji w Szczecinie. Kilkakrotnie składała podanie do pracy w Nadleśnictwie Mieszkowice, jednak bezskutecznie.

- Mimo wysokich kwalifikacji, nigdy nie dano mi nawet szansy na pracę w tym nadleśnictwie - mówi nasza czytelniczka. - Tymczasem dowiedziałam się, że w zeszłym roku na zastępstwo w nadleśnictwie przyjęto do pracy panią, która nie dość, że nie miała studiów wyższych magisterskich, to jeszcze z egzaminu stażowego, który jest ważnym czynnikiem przy przyjęciu do pracy uzyskała minimalną ilość punktów, co powinno ją dyskwalifikować w oczach przyszłych pracodawców – dodaje.

Okazuje się, że podobnych sytuacji związanych z obsadzaniem stanowisk może być w Nadleśnictwie Mieszkowice więcej. Angaż we wspominanym nadleśnictwie uzyskał również syn jednego z burmistrzów (na terenie tej gminy nadleśnictwo ma swoje lasy). Jedna z osób ubiegających się o zatrudnienie uważa, że on także ma „słabsze” wykształcenie, został natomiast zatrudniony w państwowej firmie.

- To firma państwowa, nadleśniczy nie powinien zatrudniać ludzi według swojego widzimisię i gustu, tylko kierować się doborem kadry z jak najlepszym wykształceniem. Z tego co wiem, nie jestem jedyną osobą zdziwioną tą sytuacją – komentuje nasz czytelnik.

W Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych problemu nikt nie widzi, ponieważ nie ma obowiązku każdorazowo ogłaszać konkursów i zatrudniać w drodze prowadzonego postępowania rekrutacyjnego.

Po naszej interwencji w Nadleśnictwie Mieszkowice przeprowadzono kontrolę, jak nas informuje Sławomir Wencel, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie, w ostatnich dwóch latach podania o prace w mieszkowickim oddziale LP złożyło 56 osób, z czego dwie z tych osób zostały zatrudnione. To osoby, które mają odpowiednie wykształcenie:
- Trudno mówić o braku kwalifikacji osób zatrudnionych – tłumaczy Sławomir Wencel. - Ustalenia postępowania wyjaśniającego nie potwierdziły zarzutu kumoterstwa przy zatrudnianiu pracowników - dodaje.

Niestety nie ma już dziś możliwości wglądu do podań o pracę, ponieważ jak tłumaczy dyrektor, zgodnie z przepisami prawa, zostały one zniszczone. Z tego powodu nie można dziś stwierdzić, czy doszło do nieprawidłowości, czy też zarzuty stawiane przez osobę skarżącą są „pomówieniami” osoby zawiedzionej z nadzieją na uzyskanie pracy.

Nasza czytelniczka całą sprawą jest rozgoryczona, jak mówi, mimo dobrego wykształcenia, nie może znaleźć pracy.

Do tematu będziemy powracać.