Bartosz Hernik, mieszka w Chojnie znany jest jako HERUŚ, to jeden z miłośników rapu. Sam tworzy, sam rapuje. Pierwsze koncertowanie ma za sobą, w sieci można posłuchać jego kawałków. Jak mówi o sobie, ma mały kryzys twórczy za sobą i znów zaczyna tworzyć. O czym marzy 28-letni artysta?

Twoja pasja to muzyka? Poświęcasz jej każdy wolny czas?
- Pasja? Tak. Czy każdy wolny czas? Nie. Ale niewątpliwie staram się pielęgnować tę pasję i pisać teksty, szukać muzyki oraz ludzi z podobnymi zainteresowaniami.

Pamiętasz dzień, w którym pomyślałeś, żeby się zająć rapem?
- Konkretnej daty nie pamiętam, kojarzę natomiast okoliczności. Był to czas studiów i wspólnie z Dziergim słuchaliśmy dużo rapu i próbowaliśmy sobie rapować. Początkowo zupełnie nie szło, teksty kiepskie, no ale im więcej trenowaliśmy, tym lepiej nam wychodziło i teraz już chyba nie musimy się wstydzić naszej twórczości. Przyznam tu, że na pierwsze produkcje, te, które są nawet w sieci, patrzę z przymrużeniem oka.

Miałeś takie akcje, jak rapowanie przy piwie w akademiku?
- Nigdy nie mieszkałem w akademiku, ale znam te klimaty.

Jaki kierunek studiowałeś? Dojeżdżałeś na uczelnię?
- Jestem po pedagogice. Nie dojeżdżałem, za czasów studiów mieszkałem w Szczecinie.

Tyle, że na stancji, a nie w akademiku…?
- Dokładnie.

Zapytam więc znowu…. rapowałeś przy piwku na stancji?
- Czy słowo klucz to piwko? Rapowałem sobie w różnych okolicznościach.

Piwko nie jest kluczem, ale tak sobie to wyobrażam. Dobra zabawa, pełen luzik, śpiewy…
- Raczej wyglądało to bardziej jak posiadówka w domu z kumplem, a przy tym jakiś rap. Bez szaleństw.

Miałeś wówczas swojego idola z tego gatunku? Kogoś, kto Ciebie tym rapem inspirował do muzycznych eksperymentów?
- Idola nie miałem. Słuchaliśmy mnóstwo rapu, różnego rodzaju… naprawdę różnego. Od totalnego podziemia, jak ja, po raperów z pierwszej ligi. Na tą chwilę najbardziej chyba cenię 52dębiec, Małpę, Tau i Łonę.

Pamiętasz swój pierwszy tekst?
- Nie pamiętam, który był pierwszy. Było ich sporo, wszystkie z tamtego okresu są w śmietniku, bo były katastrofą.

A który tekst napawa Cię dziś największa dumą?
- Wiesz co… jestem raczej krytyczny wobec siebie. Ale uważam, że mój najlepszy kawałek to "Chcę żyć". Lubię też kawałek "Chojna Reprezentant", lecz tak szczerze mówiąc już mam tak przewałkowane te moje kawałki, że chciałbym już nagrać coś nowego.

To co stoi na przeszkodzie?
- Czasami brak czasu, ale właśnie wczoraj napisałem nowy tekst, więc myślę, że niebawem nagram coś nowego.

Zdradzisz, co jest tematem nowego tekstu?
- Na razie zachowam to dla siebie, niech to będzie niespodzianka.

Mówisz, że wreszcie coś nowego pojawi się w Twoim repertuarze. Ostatnio niczego nowego w Twoim wykonaniu nie słuchaliśmy.
- Dość długi czas jakoś nie miałem chęci i weny. Dopiero ostatnio przyszły nowe siły i pomysły.

Dlaczego nie miałeś tej weny?
- Tak naprawdę nie wiem… zacząłem ostatnio znowu siadać do tekstów, więc nie zastanawiam się nad przyczynami wcześniejszego braku weny. W ostatnim czasie miałem sporo rozmaitych obowiązków, więc pewnie to było przyczyną…

Wielu twórców nie pokazuje swojego pochodzenia, tego, że są z małych miasteczek lub nawet wsi. Ty lubisz pokazywać, że jesteś z Chojny?
- W rapie jest to dosyć powszechne, pokazywanie skąd się jest, więc nie byłem jakiś oryginalny. Zawsze będę promował swoje miasto… w końcu jestem z Chojny.

Jak sądzisz, ten Twój lokalny patriotyzm jest doceniany w Chojnie?
- Na pewno jest część ludzi, którzy to doceniają, ale jest też część osób, którym jest to zupełnie obojętne.

A czujesz wsparcie ze strony instytucji kultury?
- Tak, mamy jak najbardziej pozytywne relacje.

W Chojnie już koncertowałeś, jak wrażenia?
- Bardzo pozytywne i choć nie było jakiejś wielkiej widowni na obu koncertach, to byłem bardzo zadowolony. Towarzyszył mi delikatny stresik, ale przynajmniej już wiem, czego się spodziewać po koncertach. Ogółem super. Bardzo się cieszę, że te koncerty doszły do skutku.

Mówisz, że nie było dużej widowni. Jak myślisz, co było powodem?
- Nie jestem znany, rozpoznawalny, medialny… wtedy trudno o dużą widownię w takim wypadku. Mimo to jestem zadowolony, że przyszło kilkadziesiąt osób, które chciały mnie posłuchać. To bardzo miłe. Spotkałem się bezpośrednio po tych koncertach z bardzo miłymi gestami ze strony widzów.

Twoja rozpoznawalność to również ciekawy temat. Starasz się o nią w regionie, ale poza Chojną już nie tak bardzo. Raczej można Ciebie nazwać osobą skromną. Jaki jest tego powód, boisz się wejść na zawodowy rynek muzyczny? Czy to raczej chodzi o sam rap, jako niszowy gatunek muzyki.
- Żeby wejść na zawodowy rynek muzyczny, trzeba mieć albo sporo szczęścia, albo być bardzo bardzo dobrym. Ja działam lokalnie i jest mi z tym dobrze, nie potrzebuję do szczęścia wielkiej rozpoznawalności. Nie mam tzw. parcia na szkło. Nie będę na siłę kazał słuchać ludziom mojej muzyki po to, żeby wspiąć się wyżej. Nawet jeśli za 10 lat nikt poza obecnym wąskim gronem słuchaczy nie będzie wiedział, kto to Heruś. Niech rap zostanie pasją, a nie napinką.

Nie masz marzenia, być znanym w całym kraju? Być idolem dla innych? Inspiracją dla kolejnych twórców?
- Inspiracją mogę być nawet teraz bez rozpoznawalności. Ktoś pomyśli, skoro taki Heruś zrobił coś takiego, to dlaczego nie ja? I coś nagra. To także inspiracja. Jeśli ktoś posłucha jakiegoś mojego kawałka i na niego zadziała pozytywnie, i wdrąży pewne wartości z tego numeru w swoje życie, to też będzie inspiracją w mojej ocenie. Sam niejednokrotnie słuchałem totalnie niszowej muzyki, o której nie miał pojęcia prawie nikt i wyciągałem swoje wnioski. Nie trzeba być na szczycie, żeby być dla kogoś inspiracją.

Gdyby ktoś do Ciebie przyszedł i chciał z Tobą tworzyć, byłbyś gotów na taki projekt?
- Z kimkolwiek coś stworzyć… to nie. Musiałbym najpierw posłuchać, co ma do powiedzenia i poznać jego twórczość. Ale oczywiście w takie projekty wchodzę, bity do mojej płyty, do wszystkich kawałków, zrobił Maciej M.X.L. W najnowszym kawałku z Moniką Mamos twórcą bitu jest BMZ.

Masz jakieś muzyczne marzenie?
- Zwykle, jak siedzę sobie na necie i słucham muzyki, to coś tam mi się "rzuci w uszy" i często sobie myślę: O! Z tą osobą fajnie by było nagrać. Podobają mi się w rapie kawałki ze zwrotkami rapowanymi, a refrenami śpiewanymi z wokalem kobiecym. I to takie moje małe marzenie na dzisiaj: nagrać parę kawałków w takim właśnie stylu.


Rozmawiał Rafał Remont