W gryfińskim sądzie odbył się dziś proces Mariusza F., który na portalach społecznościowych miał obrażać i grozić Agnieszce Pomaskiej, posłance Platformy Obywatelskiej.


Od niedawna jedną z najwyraźniejszych twarzy największej partii opozycyjnej w polskim parlamencie jest Agnieszka Pomaska. Z coraz większą rozpoznawalnością wiąże się również zwiększenie wylewanych na nią pomyj w Internecie. Dziś jeden z autorów najbardziej wulgarnych wpisów na jej temat stanął przed Sądem Rejonowym w Gryfinie. Mariusz F. stanął przed sądem bez adwokata i z tego powodu chciał odroczyć rozprawę na inny termin. Sędzia prowadząca postępowanie nie przychyliła się do jego prośby i proces mógł ruszyć.

- Ja zamieszczałem różne krytyczne komentarze o politykach PO. Nie wiem czy nazwanie kogoś złodziejem jest obraźliwe. Nie pamiętam czy to ja jestem autorem tych wpisów – mówił oskarżony.

Mariusz F. nie przyznał się do stawianych mu zarzutów i kilkukrotnie podkreślał, że sprawa ma charakter polityczny i w przypadku wyroku skazującego będzie składał apelację. Na rozprawie była również obecna pani poseł Pomaska, która przed sądem potwierdziła, że wpisy oskarżonego były wprost skierowane do niej i miały charakter groźby.

- Całość tego wpisu nie nadaje się do cytowania – przyznała Agnieszka Pomaska.

Po godzinie 11 Mariusz F. usłyszał wyrok skazujący go na dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, grzywnę, dozór kuratora. Dodatkowo sąd nakazał mu przeprosić posłankę w mediach elektronicznych oraz w prasie.

To nie pierwszy przykład werbalnego ataku na posłankę Platformy. W całym kraju głośnym echem odbiły się słowa Anny Kołakowskiej, radnej Prawa i Sprawiedliwości w Gdańsku. Przed rokiem radna na swoim facebookowym profilu mówiąc o Pomasce użyła słów: trzeba to coś złapać i ogolić na łyso.

Oprócz hejtu w cyberprzestrzeni posłankę dosięgły słowa parlamentarzystów na sali plenarnej Sejmu RP. W czerwcu poprzedniego roku, gdy wchodziła na mównicę usłyszała słowa: Siadaj wstrętna babo czy zejdź z tej mównicy, bo ja ci pomogę.

Dzisiejszy wyrok jasno pokazuje, że mimo pozornej łatki anonimowości nikt nie jest bezkarny w sieci. Nie ważne, której partii jesteśmy zwolennikami. Chcąc prowadzić rzeczową dyskusję trzeba sięgać po konkretne argumenty, a nie zachowywać się jak dzieci w piaskownicy i nawzajem obrzucać się błotem.