Pizza roztarta na twarzy mężczyzny podczas protestu. To mogło się zakończyć o wiele większym skandalem i rozróbą. Mało kto jednak ma świadomość, że gdyby nie natychmiastowa reakcja policji, mogło dojść do bijatyki. „Policjanci to cisi bohaterowie” – mówi jeden z uczestników manifestacji.


Trwa spór o to, czy radny Marek Brzeziński został sprowokowany. Bez względu na to, kto ma rację, uczestnicy manifestacji pod gryfińskim sądem nie mają wątpliwości: trochę radnego poniosło. Nie powinien być agresywny.
Teraz bohaterami całej Polski jest dwóch mężczyzn, jedni stają w obronie „przypadkowego” przechodnia z pizzą, inni uważają, że prowokator zasłużył na to, co dostał. Ale zdarzenie pod gryfińskim sądem ma w rzeczywistości innych bohaterów. Funkcjonariuszy policji, którzy byli ma miejscu i których zadaniem było pilnowanie, by nikomu nie stała się krzywda.
- Taka nasza rola, to były rutynowe działania – mówi Grzegorz Klimek z gryfińskiej komendy policji. – Jesteśmy wszędzie tam, gdzie może dojść do niepotrzebnych incydentów. Taka nasza rola: dbanie o bezpieczeństwo uczestników zgromadzeń manifestacji czy innych imprez. Ale robimy wszystko, by pokojowe zgromadzenia rzeczywiście były pokojowymi - dodaje
Nie chce jednak mówić o szczegółach ze względu na dobro funkcjonariuszy, policjanci nie szukają rozgłosu. Oni mają być po prostu skuteczni, czy to chodzi o manifestacje, koncert, czy chociażby mecz piłkarski.
Na nagraniu, jakie zarejestrowały nasze kamery pod gryfińskim sądem widać, jak mężczyzna z kartonem pizzy wchodzi w tłum. Przechodzi, po chwili się wraca i mówi coś do radnego Brzezińskiego. Nikt mu tego nie mógł zabronić, ale policjanci byli czujni. Byli gotowi do działania. Kiedy radny Marek Brzeziński wyciągnął kawałek pizzy z kartonu i roztarł go na twarzy mężczyzny, funkcjonariusze natychmiast stanęli obok. Na filmie widać najpierw zdziwienie zaatakowanego mężczyzny, potem… można odnieść wrażenie, że szykuje się do kontrataku. Policjanci natychmiast stanęli pomiędzy mężczyznami, Marek Brzeziński został odciągnięty na bok, po chwili funkcjonariusze wyprowadzili z tłumu drugiego z mężczyzn.
Policja nie ujawnia personaliów funkcjonariuszy, którzy uchronili pozostałych uczestników manifestacji przed agresją. Pozostają cichymi bohaterami zdarzenia, o jakim dzisiaj mówi cała Polska.
- To było pokojowe spotkanie, nie chcieliśmy żadnej agresji – mówi organizator manifestacji, lokalny społecznik, Łukasz Martyniak. – Policja zachowała się wzorowo, nie prowokowała, ale w odpowiedniej chwili zareagowała i nie można wykluczyć, że zapobiegła poważnej rozróbie – dodaje.
Inni uczestnicy demonstracji są podobnego zdania. Jak twierdzą, obaj „przeciwnicy” są stosunkowo młodzi, zaatakowany to rosły mężczyzna.
- Wyglądał na takiego, który może przywalić, dobrze, że ich szybko rozdzielili, bo by była bijatyka – mówi nam jedna z kobiet, która stała obok.