Rolnik mógł uśmiercić nawet 6 milionów pszczół! To prawdopodobnie wina szkodliwych oprysków. Dramat pszczelarzy z podchojeńskiego Krzymowa trwa, straty ekonomiczne można liczyć w dziesiątkach tysięcy złotych. Negatywne emocje i rozpacz niszczą jeszcze bardziej.


W pasiece państwa Frąk zginęło 80 pszczelich rodzin.
- Zginęły głownie pszczoły lotne, które zbierały nektar – tłumaczy Weronika Frąk z Krzymowa.
Dramat rozegrał się kilka dni temu. Najprawdopodobniej rolnik posiadający duże gospodarstwo nie dochował żadnych środków ostrożności. Użył szkodliwej chemii podczas dokonywania oprysków.
- Rozumiem rolników, też muszą pryskać, by nie mieć strat, ale mogą to robić wieczorami albo w nocy, gdy pszczoły nie są aktywne lub pracować z wykorzystaniem środków, które nie szkodzą pszczołom – tłumaczy Weronika Frąk.
Zostały już pobrane próbki gleby oraz pszczoły. Za kilka tygodni właściciele powinni już wiedzieć, co było powodem wymierania owadów. Wiele jednak wskazuje na to, że powodem są opryski i środek, jakiego rolnik nie powinien użyć. To substancja, jaka nazywana jest potocznie „trucicielem pszczół”, nie powinna być stosowana na chwasty z kwitnącymi kwiatami. Tymczasem na polu, na którym pracowały pożyteczne owady, rosły chabry.
- Chabry, obok lipy, to obecnie najlepszy pożytek dla pszczół – tłumaczy Weronika Frąk.
Na okolicznych polach można znaleźć nie tylko martwe pszczoły, ale również trzmiele, czy też murarki. Nie można wykluczyć, że zginęło kilka ptaków, które pożywiają się owadami.

Rolnik czuje się winny?

Rolnik chce się dogadać, nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, że chce uniknąć kłopotów natury prawnej. Jeśli tak się stanie, właściciele pasieki zrezygnują z roszczeń na rzecz wypłaconego szybko odszkodowania. Chcą jak najszybciej odbudować swoją pasiekę, choć przyznają, że dzisiaj trudno precyzyjnie wyliczyć straty.
- To ogromna strata, wszyscy wokół się rozwijają, my natomiast staniemy w miejscu i będziemy musieli odbudowywać to, co zostało stracone – mówi Weronika Frąk.
Same straty finansowe, to martwe pszczele rodziny i utrata miodów, które mogły być zebrane, ale nie zostaną na skutek utraty owadów. Do tego jeszcze ciężka praca, jaką wkładali właściciele pasieki w ostatnich latach w budowę swojego gospodarstwa. To może być nawet ponad 200 tys. złotych straty.
Teraz pszczelarze z Krzymowa czekają na wyniki badań. Jeśli informacja o trujących środkach rolniczych się potwierdzi, a sam rolnik nie będzie się poczuwał do odpowiedzialności, to może dojść do procesu. Właściciele pasieki nie zdradzają jednak, o którego rolnika chodzi.
Pszczelarze z całego regionu nie mają wątpliwości: rolnicy mają pełną świadomość tego, jakich substancji używają i jak powinno się robić opryski, by nie zaszkodzić pszczołom. Dlaczego tu złamano reguły? Być może nierozwaga, a być może zwykłe lenistwo.
Jan Olszański, który posiada jedną z większych pasiek na terenie powiatu gryfińskiego, uważa, że współpraca pszczelarzy i rolników jest niezbędna. Przy tym musi być pełne zrozumienie problemu ze strony właścicieli dużych gospodarstw.
- Kiedy wyginie pszczoła, rodzajowi ludzkiemu pozostaną już tylko 4 lata, powiedział kiedyś Einstein. I ma dużo racji – komentuje.
Według Greenpeace, populacja pszczół nieustannie maleje, największe straty notuje się w Ameryce Południowej oraz w Europie.