Andrzej Mazur wyruszył w niezwykłą wyprawę, przejechał Polskę z najbardziej wysuniętego na zachód miejsca do najdalszego zakątka na wschodzie kraju. Mieszkaniec Cedyni właśnie dotarł do celu, gminy Horodło.

Pomysł dalekiej wyprawy rowerowej zrodził się dawno temu, początkowo miała to być podróż na jednośladzie z Cedyni do Ustrzyk Dolnych. Ale plany się zmieniły, kiedy do Cedyni przyjechali przedstawiciele gminy Horodło, najbardziej wysuniętego na wschód zakątka naszego kraju.

- Wtedy podjąłem decyzję, że jadąc na pielgrzymkę rowerową do Częstochowy przedłużę tę wyprawę do najbardziej wysuniętego na wschód punktu Polski – zdradza Andrzej Mazur.

Skąd u niego zamiłowanie do roweru? Jak mówi podróżnik, od dziecka lubił jeździć na jednośladzie, zajmował się też sportem. Ostatnich dziesięć lat to powrót do rowerowej pasji, teraz pan Andrzej jeździ dużo i cały czas chętnie.

- Pierwsza część trasy prowadziła będzie z Cedyni, poprzez Przelewice, Pyrzyce, Leszno w kierunku Częstochowy – mówił przed wyjazdem z Cedyni Andrzej Mazur. – Drugi etap prowadził będzie z Częstochowy do Horodła – dodaje.

Jak zapowiadał, tak zrobił. Dziennie przejeżdżał dystans około 100 kilometrów, wczoraj Andrzej Mazur dotarł do gminy Horodło, a tam do kolana Bugu we wsi Zosin. To właśnie to miejsce jest najdalej wysuniętym krańcem Polski na wschodzie. Po stronie zachodniej takim punktem jest kolano Odry koło Osinowa Dolnego w gminie Cedynia.

To nie jest pierwsza taka wyprawa rowerowa Andrzeja Maura. Na swoich dwóch kołach zjeździł już Gruzję, był też na wyprawie na Sycylii, gdzie wjechał na szczyt Etny.