Żeby przejechać na autostradzie przez bramki bez dokonania opłaty, włączyli sygnalizację świetlną, mimo iż nie jechali do zdarzenia. Teraz zachowanie strażaków ochotników wzburza kierowców z całej Polski. Sprawa jednak ma drugie dno… jak zwykle chodzi o pieniądze.


Nie chcieli płacić za przejazd autostradą wozem strażackim, więc włączyli sygnały i ominęli bramki. Nie jechali jednak do akcji, a co za tym idzie, naruszyli przepisy. Jakby tego było mało, nagrali filmik z przejazdu i opublikowali go na swoim facebookowym profilu. Teraz strażacy ochotnicy z Osinowa Dolnego są krytykowani za swoje zachowanie. A prezes, Mariusz Zieliński przeprasza i tłumaczy:
- Cieszyliśmy się z nowego samochodu i popełniliśmy błąd. Wypada tylko przeprosić – komentuje.

Strażacy z Osinowa Dolnego przeżywają trudne chwile. Moment słabości kosztuje wiele, teraz muszą się wstydzić za swoje zachowanie. Prezes miejscowego OSP przyznaje, że nie ma tu usprawiedliwienia. Nie chowa jednak głowy w piasek i tłumaczy zajście.

- Jadąc po nowy wóz, pytaliśmy się pracownika przy bramkach, czy będziemy mogli przejechać bez opłat. Nie jest tajemnica, że OSP nie ma zbyt wielu pieniędzy, tak naprawdę musielibyśmy za te bramki płacić z własnej kieszeni – tłumaczy Mariusz Zieliński. – Pracownik na bramce powiedział nam, byśmy włączyli sygnalizację i przejechali pasem awaryjnym. Popełniliśmy błąd i poszliśmy za jego radą – komentuje.

Nie bez znaczenia są finanse, jakimi dysponują strażacy. Jednostki ochotnicze są ubogie, strażakom płaci się za wyjazd do akcji, ale nikt nie docenia ogromu pracy jaką wkładają w konserwację sprzętu, remiz, a nawet zaangażowania w akcje społeczne, w takie akcje włączają się bezinteresownie. To właśnie brak pieniędzy wywołał błędną decyzję.

- Cieszyliśmy się, że mamy nowy samochód w jednostce. Odebraliśmy go i mając świadomość, że to sprzęt nowoczesny, o jakim przez lata marzyliśmy, popełniliśmy błąd. Wypada tylko przeprosić – komentuje prezes OSP.

Mariusz Zieliński zapewnia, że wcześniej strażakom z Osinowa Dolnego nie zdarzyło się nadużywać sygnalizacji i w przyszłości się to nie zdarzy. To był jedyny raz, kiedy strażaków poniosła euforia.

O tym, że strażacy z OSP nie mają łatwego losu, przekonali się ratownicy z Barlinka. Kilka miesięcy temu podczas akcji ktoś ukradł im pachołki. Strażacy z barlineckiego OSP stanęli w równie nieprzyjemnej sytuacji, bowiem z własnej kieszeni musieli kupić nowe, by w przyszłości zabezpieczać miejsce zdarzenia. Na szczęście dla nich znalazł się darczyńca, który zasponsorował zakup nowych pachołków. Niemniej obie sytuacje pokazują, że na strażaków z OSP wszyscy liczą w chwili zagrożenia, ale nie idzie za tym należyte finansowanie.


Czytaj także:
MAN zastąpi STARA! OSP Osinów Dolny z nowym wozem strażackim.
Nie wszyscy kradną. Mieszaniec Barlinka pomógł strażakom z OSP.
Strażacy pomagali i wtedy ich okradziono.