Odbyła się rozprawa administracyjna, w której Sąd uznał, iż gmina Chojna musi oddać pieniądze z unijnej dotacji przyznanej na projekt przeciwdziałania wykluczeniu cyfrowemu. O sytuacji wypowiadają się m.in. władze Sanoka, które procesem są zainteresowane, ponieważ mają… bliźniaczy, wadliwy projekt.


W kwietniu odbyła się rozprawa w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, Ministerstwo Rozwoju żąda zwrotu dotacji (wraz z odsetkami) w związku z realizacją projektu przeciwdziałania wykluczeniu cyfrowemu. Stroną w procesie była gmina Chojna i sprawę przegrała. Na mocy wyroku będzie musiała zwrócić do kasy ministerstwa blisko 2 miliony złotych, co dla Chojny jest potwornie dużym kosztem. Przypomnijmy, gmina obecnie ma program naprawczy wynikający z dużego zadłużenia.

Wiceburmistrz Wojciech Długoborski przyznaje, że proces się odbył i został przez gminę przegrany.

- Czekamy na uzasadnienie wyroku, mamy jeszcze możliwość wystąpienia o kasację tego wyroku – komentuje.

Rozważane są jeszcze inne rozwiązania, w tym pozwanie firmy wdrażającej projekt o odszkodowanie.

- To trudna sprawa, uważamy siebie za pokrzywdzonych. Tak naprawdę nie ma zastrzeżeń co do realizacji tego projektu, ponieważ wszystko wykonaliśmy według założeń – tłumaczy Wojciech Długoborski.

W podobnym tonie wypowiada się wiceburmistrz Sanoka, Edward Olejko. Okazuje się, że w tym mieście niemal bliźniaczy projekt realizowała ta sama firma, tak samo go wdrażała.

Dziś Sanok ma już prawomocny wyrok, na mocy którego musi oddać do kasy ministerstwa blisko 3 miliony złotych.

- Nie ma co robić z tego tajemnicy – mówi Edward Olejko. - Była rozprawa w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, nasz projekt jest prawie tożsamy z chojeńskim. Ta sama firma wygrywała, ta sama firma wprowadzała projekt na zasadzie rekomendacji, to firma Eurogrant. My teraz mamy prawie 3 miliony do zwrotu, W Chojnie z odsetkami to prawie 2 miliony. Zwrot tych środków będzie skutkowało tym, że trzeba będzie ograniczyć inwestycje – dodaje.
Wiceburmistrz Sanoka tłumaczy, że w jego mieście projekt realizowała inna władza, niż obecna.

- Ten projekt to był niewypał, u nas przepychano to kolanami. Nie trzeba być ekonomistą, żeby widzieć, że to jest nieracjonalne. Jeśli za 5,1 miliona złotych uszczęśliwia się laptopami 300 osób, to koszt komputera wynosi 17 tysięcy złotych. Kto rozsądny sobie na to pozwala? – mówi Edward Olejko.

I to własne ta rozrzutność stała się kanwą do żądań ministerstwa, a nie wadliwie wprowadzony projekt. Sąd Administracyjny nie ma jednak wątpliwości: zarówno Chojna, jak i Sanok muszą zwrócić pieniądze. W przypadku Chojny to blisko 2 miliony złotych.

- Będziemy jeszcze podejmować kroki, by uniknąć tej płatności – tłumaczy Wojciech Długoborski.

Uważa on, że gmina jest w tej sytuacji pokrzywdzona, ponieważ w trakcie trwania projektu kilkukrotnie zmieniano zasady i wina leży po stronie ministerstwa, a nie gminy. Ministerstwo wcześniej, przyznając dotacje, godziło się na pewne zasady, które potem były realizowane. Teraz jednak do tych zasad są zastrzeżenia.

Wojciech Długoborski mówi nam, że jeśli gmina wyczerpie wszystkie możliwe instrumenty prawne i trzeba będzie oddawać dotację, to Chojna będzie wnioskowała o rozbicie tej płatności na raty, można także wnioskować o umorzenie odsetek.