Wójt Przytocznej chciał wyciąć drzewa w Strychach i trafił przez to na ławę oskarżonych. W międzyczasie do drzew dobrały się bobry. Najwidoczniej zwierzaki nie boją się ani prokuratora, ani nawet więzienia.

Razem z sołtysem niewielkiej wsi Strychy Krystyną Kaczmarek stoimy nad wiejskim stawem. A właściwie, nad cuchnącym bajorem otoczonym chaszczami i drzewami. Wiele z nich leży w wodzie. Niektóre jeszcze stoją, ale na ich pniach widać ślady ostrych jak brzytwa zębów. - Obali je pierwsza burza. To robota bobrów - mówi K. Kaczmarek. O drzewkach w Strychach słyszał już chyba każdy mieszkaniec powiatu. Piszemy o nich od kilku miesięcy. Wójt Przytocznej Bartłomiej Kucharyk chciał je wyciąć, bo zamierzał oczyścić staw i zrobić tam plac zabaw, natomiast starosta Grzegorz Gabryelski wydał mu na to pozwolenie. I obaj trafili na ławę oskarżonych. Jak to możliwe?