Przychodnia weterynaryjna przy ul. Łużyckiej 3 w Gryfinie czynna jest codziennie w godz. 8-21. W nagłych przypadkach, po zamknięciu placówki, ze specjalistami można kontaktować się telefonicznie.

W ciągu jednej godziny lecznicę dla zwierząt odwiedza tak dużo osób, że umówioną rozmowę z lekarzem weterynarii Maciejem Racinowskim musimy co chwilę przerywać. Wiadomo, pacjent jest najważniejszy. Jednak dzięki tym przerwom mamy możliwość podpatrzeć przez chwilę codzienność w przychodni.
Na kolejny zastrzyk czeka 15-letni Bartek, czworonożny przyjaciel pani Zofii. Pies ma anginę. Zanim wejdą do gabinetu opiekunka uspokaja swojego pupila, który wyraźnie się boi.
- Nie słuchałeś, nalizałeś się szronu, to teraz cierpisz – łagodnie przemawia do psa starsza pani. – Nie bój się, pan doktor zrobi zastrzyk i będzie ci lepiej.
Zdaje się, że zwierzę nawet nie poczuło, kiedy M. Racinowski wykonał iniekcję. Pani Zofia jeszcze dopytuje, otrzymuje kilka porad do zastosowania w domu, by Bartek jak najszybciej się wykurował.
W poczekalni opiekunowie „zagadują” 3-letnią Irmę, żeby się nie bała. Zwierzątko przygarnięte ze schroniska musi zostać zaszczepione. Suczkę czeka także obcięcie pazurów. „Żeby była ładna” – żartuje właściciel czworonoga, choć widać, że sam także przeżywa wizytę w lecznicy. Podczas zabiegów Irma tuli się mocno do swoich opiekunów. Dzielnie znosi zastrzyk i podcięcie pazurków. Ale cały czas w objęciach opiekunów, i wiernie wpatrzona w ich oczy.
Kocica Puma miała dużo szczęścia, że o jej smutnym losie dowiedział się ktoś, kto potrafił pokochać okaleczone, ledwo żywe zwierzątko. Uratowana pięć lat temu z gniazda dzikiej kotki, znalazła szczęśliwy dla siebie dom. Ale kilka tygodni temu poważnie zachorowała. Najpierw nie mogła utrzymać równowagi. Potem już się w ogóle nie podnosiła. Nie była w stanie sama jeść.
- Nie wierzyłam, że uda się to, co się udało. Zaczęliśmy leczenie. Już się pionizuje – nie ukrywa radości opiekunka Pumy. Jest pełna nadziei, że z każdym dniem stan jej pupilki będzie się poprawiać.
A w międzyczasie do przychodni co rusz ktoś zagląda. Jeden po radę, drugi po środki do pielęgnacji, ktoś inny po lekarstwo. Dla wszystkich pan Maciej ma czas, wyjaśni, podpowie, wytłumaczy, doradzi.
- Praktykuję od 1990 roku, i na przestrzeni minionych lat daje się zauważyć wzrost troski ludzi o zwierzęta, o ich zdrowie – mówi Maciej Racinowski. – Bardzo często zwierzęta traktowane są jak członkowie rodziny. Bywa, że opiekun najpierw zadba o leczenie swojego pupilka, a dopiero później myśli o sobie.

Maria Piznal