Po zaciętym meczu Polska bezbramkowo zremisowała na Stade de France z Niemcami. Zespół Adama Nawałki jest już jedną nogą w 1/8 finału. Wystarczy, że teraz nie przegra z Ukrainą.

W eliminacjach Euro 2016 Adam Nawałka napisał na nowo historię polskiej piłki,
pokonując po  raz pierwszy Niemców i przed  czwartkowym meczem na Stade de France wszyscy mieliśmy nadzieję, że znów się uda, a polski selekcjoner znów przechytrzy słynnego Joachima Löwa. Nie udało się, ale remisu z aktualnymi mistrzami świata absolutnie wstydzić się nie musimy. Bez względu na wszystkie - prawdziwe i wydumane - słabości naszych rywali.

- Nie ma strachu przed Niemcami-
zapewniał przed meczem selekcjoner biało-czerwonych, który w porównaniu do zwycięskiego meczu z Irlandią Północną zdecydował się na dwie zmiany w składzie. Jedną wymuszoną, bo polskiemu sztabowi medycznemu nie udało się doprowadzić do pełnej sprawności Wojciecha Szczęsnego i między słupkami - tak jak w drugiej połowie eliminacji - stanął Łukasz Fabiański.

Lekarze stanęli za to na wysokości zadania
w przypadku Kamila Grosickiego i to on wyszedł w czwartek w podstawowym składzie, zamiast jednego z bohaterów meczu w Nicei, Bartosza Kapustki. Nasz selekcjoner jakby wyszedł na przeciw oczekiwaniom niemieckiej prasy, bo przed piłkarzem Stade Rennais ostrzegał Joachima Löwa dziennik „Die Welt”.

- Polska to dobrze zorganizowana drużyna,
skupiona na szybkim przejściu z obrony do ataku. Lepsza od Ukrainy - przyznał niemiecki selekcjoner, który z kolei zdecydował się tylko na jedną zmianę w porównaniu do pierwszego meczu. W pełni zrozumiałą, bo Shkodran Mustafi strzelił wprawdzie gola Ukraińcom, ale wiadomo było, że wróci na ławkę rezerwowych, gdy tylko do zdrowia wróci Mats Hummels.

- Każdy wie, co go w czwartek może czekać na boisku.
Bo na pewno nie będzie lekko - ostrzegał Nawałka. Nie było, a już pierwsze minuty zapowiadały zaciętą walkę. W trzeciej Sami Khedira bezpardonowo wyciął Arkadiusza Milika i zobaczył w pełni zasłużoną żółtą kartkę. To był wyraźny sygnał, że nikt w tym meczu nóg odstawiać nie będzie.

Początek meczu przypominał bokserską walkę wagi ciężkiej,
bo obie drużyny starały się uważnie rozgrywać piłkę, zdając sobie sprawę, że najmniejszy błąd może je słono kosztować.

Więcej popełniali ich Polacy, w których grze trochę zbyt dużo było niedokładności. Niemcy z kolei już w piątej minucie mogli prowadzić. Po wrzutce Juliana Draxlera w pole karne, Mario Götze strzelił jednak głową nad  poprzeczką.

Kolejną okazję nasi rywale mieli po kwadransie, gdy po  stracie piłki przez Łukasza Piszczka płasko w pole karne dośrodkował Thomas Müller, strzał Toniego Kroosa minął jednak bramkę.

Polacy próbowali kontrować. Kilka razy przedostali się pod  bramkę Manuela Neuera, ale czystej sytuacji do strzału nie mieli, choć po akcjach Grosickiego i Jakuba Błaszczykowskiego kibice na polskich sektorach zrywali się z miejsc. Dwoił się i troił Robert Lewandowski, jednak bez efektu.

Dosłownie chwilę po wznowieniu gry to my mogliśmy z kolei prowadzić. Po błędzie niemieckiej obrony i dośrodkowaniu Grosickiego Milik nie trafił jednak czysto głową w piłkę. Szkoda, bo Neuer tylko odprowadził ją wzrokiem...

Kilkadziesiąt sekund później na bramkę Fabiańskiego strzelał Götze, widać jednak było, że Nawałka musiał coś powiedzieć w szatni swoim piłkarzom, bo ci zaczęli drugą połowę znacznie śmielej, bardziej zdecydowanie. Niemcy nadal próbowali atakować, przez co partia szachów zmieniła się w wymianę ciosów i można tylko żałować, że po jednej z akcji biało-czerwonych Milik znów nie trafił czysto w piłkę, stojąc w polu karnym.

Liczyliśmy na zwycięstwo,
ale remis również stawia nas w bardzo dobrej sytuacji, bo po dwóch meczach mamy cztery punkty i ustępujemy naszym czwartkowym rywalom tylko bilansem bramek. Trzy ma na koncie Irlandia Północna., która pokonała w Lyonie 2:0 Ukrainę, pozbawiając ją definitywnie szans na awans do fazy pucharowej.

Teoretycznie możemy wyjść z grupy nawet przypadku porażki
w ostatnim meczu z zespołem Mychajły Fomenki. Przy założeniu, że Niemcy co najmniej zremisują Z Irlandią Płn. A jeśli wygramy, lub zremisujemy z Ukrainą nie będziemy musieli oglądać się na nikogo.