Kacprowi nic poważnego na szczęście się nie stało. Jego kolega, który zaatakował paralizatorem, będzie odpowiadał przed Sądem Rodzinnym. Policja wszczęła śledztwo pod kątem demoralizacji.


Do przykrego zdarzenia doszło w połowie poprzedniego tygodnia w szkole podstawowej w Barlinku. Dwóch chłopców posprzeczało się w klasie, jeden z nich wyciągnął paralizator i zaatakował Kacpra. Jedenastolatek trafił do szpitala. Obrażenia na szczęście nie były poważne i chłopiec wrócił już do domu.

Początkowo policja nie prowadziła postępowania w sprawie, ponieważ nikt oficjalnie stróżom prawa tego zajścia nie zgłosił. Rodzice pokrzywdzonego dziecka czekali na ruch ze strony szkoły, jak zapewniali, pedagodzy postępowali zgodnie z procedurami i nie mieli zastrzeżeń co do działań szkoły w zakresie wyjaśniania sprawy. Ostatecznie sprawa ma swój finał na drodze prawnej. Zostało wszczęte śledztwo pod kątem demoralizacji.

Jak informuje oficer prasowy myśliborskiej komendy policji, funkcjonariusze zabezpieczyli monitoring i latarkę z funkcją paralizatora. Sprawa trafi do Sądu Rodzinnego, tam rozstrzygną się losy młodego napastnika, który przyniósł i użył w szkole niebezpiecznego narzędzia.

O sprawie pisaliśmy w artykule:
Dziecko zaatakowane paralizatorem w szkole trafiło do szpitala. TO NIE BYŁ WYPADEK!