Taksówkarze w małych miejscowościach dzisiaj nie protestują, ale solidaryzują się z kolegami po fachu, którzy strajkują na ulicach dużych miast. Jak mówi Piotr Romanowski z Chojny, ten protest prawdopodobnie niewiele zmieni.


Taksówkarze w Chojnie nie protestują, nie blokują ulic, ponieważ taki strajk nie dałby żadnego efektu. Nie ma on sensu, choć jak mówi Piotr Romanowski, taksówkarz z dwudziestoletnim doświadczeniem, Uber zabija dzisiaj branżę przewozową.

Pełnoprawni taksówkarze znają doskonale topografię regionu, przechodzą psychotesty, mają doświadczenie. Tymczasem w Uberze jeżdżą nawet tacy kierowcy, którzy egzamin na prawo jazdy zdawali chwilę wcześniej, nie przechodzą specjalistycznych badań i w zasadzie… pasażer powierza swoje życie nie wiadomo komu.

- Uber dotyka nawet taksówkarzy w tak małych miejscowościach jak Chojna – mówi Piotr Romanowski. – Duchem jesteśmy z tymi, którzy dziś protestują – dodaje.
Zaznacza jednak, że nie tylko Uber jest problemem branży, ale również konkurencyjność i walka na ceny.

Z jednej strony nie można łupić klienta, z drugiej strony nie można wozić za bezcen.

- Ważne jest zaufanie, w małych miejscowościach taksówkarstwo jest bardzo specyficznym biznesem. Tu wszyscy się znają, nie można nikogo oszukiwać. Taksówkarz musi być uczciwy i dyskretny – tłumaczy Piotr Romanowski.

Taksówkarze zgodnie twierdzą, że Uber prowadzi działalność niezgodnie z obowiązującą ustawą o transporcie drogowym, która w sposób jednoznaczny określa zasady branży i wymaga uzyskania odpowiedniej licencji. Kierowcy Ubera niestety łamią tę zasadę, tymczasem nikt z tym nie walczy zabijając licencjonowanych przewoźników – zarówno małych, jak i duże korporacje.