Dziwna praktyka panuje w gryfińskim magistracie w związku z zapytaniami dziennikarskimi. Wydaje się, że urzędnicy za nic mają Ustawę o dostępie do informacji publicznej.


W kwietniu br. rozważaliśmy, co może oznaczać wypowiedź wiceburmistrza Tomasza Milera: „Trwa analiza sytuacji, ocena zakresu i kosztu remontów” w odniesieniu do jasno sformułowanego pytania (zadanego burmistrzowi) dotyczącego terminu rozpoczęcia remontu kamienicy przy ul. 1 Maja 8 w Gryfinie oraz wysokości środków przeznaczonych na jej renowację. Przypomnijmy, że chodzi o remont, do którego nadzór budowlany zobowiązał gminę (właściciela obiektu) decyzją administracyjną wydaną 21 grudnia 2016 r., z terminem jej wykonania do końca br. Dla zobrazowania przesłanego pół roku temu przez urzędnika pustosłowia posłużyliśmy się wówczas anegdotą związaną z lapsusem językowym jednego ze spikerów radiowych, który zapowiadając pewne wydarzenie, użył sformułowania: „konferencja trwa mać”. Próbował się poprawić, przepraszając za przejęzyczenie radiosłuchaczy, którzy po chwili usłyszeli: „konferencja mać trwa”. Po krótkiej ciszy w eterze spiker zapowiedział: „konferencja... trwać mać”. Ostatecznie tematu nie rozwinął i słuchacze nie dowiedzieli się, jak długo miała trwać zapowiadana konferencja. Zastanawialiśmy się wówczas, czy podobnie będzie z remontem gryfińskiej kamienicy, bowiem ekspertyzy budowlane dotyczące zakresu robót koniecznych do wykonania w tym obiekcie znane były jeszcze przed ubiegłoroczną rozprawą administracyjną. Jednak w magistracie w kwietniu br. nadal trwała analiza m.in. zakresu remontów, a pytanie o termin rozpoczęcia renowacji zbyto odpowiedzią: „Data rozpoczęcie remontu nie została jeszcze ustalona.” Parafrazując zaś wspomnianą wyżej anegdotę, zastanawialiśmy się, czy urzędnicza analiza danych, od których uzależniony jest ten remont: mać trwa? trwa mać? czy też może: trwać mać?
Niestety, ten stan urzędniczej niemocy zdaje się… trwać. Na pytanie ponowione pod koniec września br. (o termin rozpoczęcia remontu i wielkość przeznaczonych na niego środków) burmistrz Mieczysław Sawaryn jeszcze nie odpowiedział.
Zastanawiające, ile czasu potrzebują gryfińscy urzędnicy, by udzielić konkretnych informacji. Zgodnie z Ustawą o dostępie do informacji publicznej udostępnianie tejże następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu dwóch tygodni. Chyba że pytania są złożone, wówczas istnieje możliwość przesunięcia tego terminu (maksymalnie do dwóch miesięcy), musi jednak zostać podana przyczyna przedłużenia okresu oczekiwania na odpowiedź. Czyżby gryfińscy urzędnicy o tym nie wiedzieli? Czy może taką taktykę przyjęto w odniesieniu do „niewygodnych” pytań? Nie tylko naszej redakcji. Groteskowo w tej sytuacji brzmi informacja, że aż 77 dni (sic!) potrzebowali urzędnicy gryfińskiego magistratu, by odpowiedzieć: „tak” lub „nie”, na zapytanie dziennikarskie, czy to gmina złożyła do prokuratury zawiadomienie o toczącym się postępowaniu administracyjnym w sprawie złego stanu technicznego budynku przy ul. 1 Maja 8 (ostatecznie okazało się, że Prokuratura Rejonowa w Gryfinie zgłosiła swój udział w tym postępowaniu, po publikacjach prasowych na temat skandalicznych warunków, w jakich mieszkają lokatorzy kamienicy-ruiny).
Z dziennikarskiego obowiązku dodamy, że informacje z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego uzyskujemy z marszu; w ustawowym terminie otrzymaliśmy również odpowiedź z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie, na pytanie, czy Gmina Gryfino uzgadniała dokumentację związaną z renowacją kamienicy. O konieczności takich uzgodnień informowano nas w PINB, albowiem kamienica znajduje się w strefie starego miasta. Tymczasem 25 października br. otrzymaliśmy odpowiedź od Ewy Staneckiej, Zachodniopomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, iż w odniesieniu do kamienicy przy ul. 1 Maja 8 w Gryfinie „w ciągu ostatnich dwóch lat wojewódzki konserwator zabytków nie wydawał pozwolenia na prace przy ww. budynku”. Ale z gryfińskiego magistratu odpowiedzi nie uzyskaliśmy.
Wiadomo, że remontu przy 1 Maja 8 nie rozpoczęto. Wiadomo też, że jeśli obowiązek zawarty w decyzji PINB nie zostanie zrealizowany, wówczas podjęte zostanie postępowanie egzekucyjne w celu przymuszenia właściciela do jego wykonania. I pewnie ktoś będzie musiał za to zapłacić. Kto? Pożyjemy, zobaczymy…
Maria Piznal