Ratownicy medyczni w całej Polsce rozpoczynają akacje protestacyjną. Domagają się podwyżek. My pytamy Łukasza Dębowskiego, ratownika z Choszczna o to, czy strajk odbije się na pacjentach. Czy teraz do chorego ambulans nie przyjedzie?


Czy pacjenci muszą się obawiać tej akcji protestacyjnej? Wiele osób się zastanawia, co teraz będzie się działo: czy gdy zadzwonią po pomoc, to jej nie otrzymają?
- W całej akcji nie ucierpi żaden pacjent, wręcz chcemy, aby byli po naszej stronie. Chcemy ich też uświadamiać w jakiej sytuacji się znajdujemy.

Czyli jak będzie wyglądał protest? Pojedziecie do potrzebującego i będziecie mu mówić o fatalnych warunkach swojej pracy?
- Protest to oflagowanie budynków stacji pogotowia i karetek, także hasła protestacyjne. Pojawią się one nawet na koszulkach, mają być również broszury z informacjami, które będziemy zostawiać pacjentom.

Taka forma protestu może być skuteczna? Wiadomo: górnik nie zjedzie do kopalni, wyjdzie na ulicę i straty finansowe zmuszą właściciela do ustępstw. Wy tego nie możecie zrobić, bo przecież nie pozwolicie komuś umrzeć. Nie macie dobrej karty przetargowej.
- To prawda, karty przetargowej nie mamy zbyt dużej. Jest nas zbyt mało i gdy jedni protestują, to drudzy muszą być na dyżurze. Protest będzie jednak eskalował, następnym krokiem będą pikiety pod urzędami, niewykluczone, że pod budynkiem Ministerstwa Zdrowia, a w ostateczności będzie prowadzony strajk głodowy.

Ratownicy medyczni rzeczywiście mają tak złe płace? Przecież profesja jest wyjątkowo ważna i odpowiedzialna. Wy, w przeciwieństwie do fryzjera, pomylić się nie możecie.
- Zarabiamy 2000 złotych za ratowanie ludzkiego życia i często przy tym narażamy własne. Podejmujemy decyzje w stresie robiąc wszystko, by pacjent nie umarł. Tymczasem dokłada się nam mnóstwo dodatkowych obowiązków. Warto tu również podkreślić, że cały czas bierzemy udział w procesie samokształcenia, za który musimy płacić z własnej kieszeni.

Jakie to są koszty takich kursów?
- Kurs doskonalący to nawet 1000 złotych, a kształcenie mamy obowiązkowe, narzucone przez ministerstwo.

Często musicie takie kursy przechodzić?
- Musimy zebrać 200 punktów w ciągu 5 lat.

A ile punktów daje wam jedno takie szkolenie?
- Szkolenie, które daje 16 punktów to koszt 400 złotych i trwa dwa dni.

Protestujecie i macie swoje postulaty. Na jaką podwyżkę liczycie?
- Chcemy podwyżki dla wszystkich ratowników medycznych w Polsce, takiej, jaką wywalczyły i dostały pielęgniarki. Liczymy na podwyżkę w wysokości 1600 zł brutto.

Lekarze, którzy jeżdżą w zespołach ratunkowych, też mieliby dostać podwyżkę?
- Nie, chodzi tylko o ratowników medycznych.

Często słyszę, że w pogotowiu powinni jeździć tylko ratownicy, specjalnie przeszkoleni, a nie lekarze. Zgadasz się z tym?
- Zdecydowanie tak

Dlaczego?
- Tak jak mówiłeś, my jesteśmy do tego specjalnie szkoleni. Lekarz jest potrzebny w szpitalu, czy w POZ. W karetce linia lekarz-ratownik w tej chwili jest zrównana, w sporadycznych przypadkach zgodne z przepisami lekarz może zrobić coś więcej od ratownika. W rzeczywistości jednak podczas wyjazdu, w karetce z lekarzem i tak wszystko robi ratownik.

… tymczasem lobby lekarskie jest silne. W zespołach jeżdżą nawet ginekolodzy i okuliści.
- A przy tym zarabiają więcej niż my. Ta różnica w zarobkach jest kolosalna.

Jak bardzo różnią się wasze pensje?
- Jeden dyżur lekarza to prawie połowa pensji ratownika.

Spotkałeś się z przypadkiem, kiedy ratownik lepiej poradził sobie przy wypadku niż lekarz?
- Niestety, ale tak.

Opowiesz?
- Nie będę wdawał się w szczegóły, to nie ma sensu. Prostym przykładem jest wypadek komunikacyjny... jakie może mieć tu doświadczenie lub wiedzę w postępowaniu w karetkach lekarz, który całe życie pracował w szpitalu na oddziale internistycznym lub w POZ? W ambulansie są potrzebni lekarze ze specjalizacją medycyny ratunkowej.

Ale lekarze, nawet ci rodzinni, kończyli medycynę. Nie wiedzą jak nieść pomoc podczas wypadku?
- Wydaje mi się, że na typowym ratownictwie medycznym nie za bardzo się znają. Ale oczywiście nie można generalizować, spotykałem się z lekarzami, którzy doskonale radzili sobie w karetce. Niestety nie jest to częsty obraz. I nie jest prawdą, że bez lekarza w ambulansie, pacjent nie może liczyć na specjalistyczną pomoc. Dziś 75% karetek to zespoły bez lekarza, a ratownicy medyczni doskonale sobie radzą i skuteczność naszej pracy jest bardzo wysoka.