Kolejny deszcz i to wcale nie taki duży, a spora część miasta utonęła. Mieszkańcy szydzą twierdząc, że gdyby nie wały, to by się rozlała na okoliczne osiedla. Policja zagrożenia nie widzi, PGK z kolei twierdzi, że to nie jest problem komunalnej spółki.


Ulica Piastowska w Choszcznie znów pod wodą. Trudno przejechać samochodem, mieszkańcy okolicznych domów nierzadko mają zalane piwnice. Problem trwa od dwudziestu lat, a nikt nie chce go rozwiązać. W ostatnich miesiącach sytuacja się znacznie pogorszyła, deszczówka praktycznie nie odpływa i nawet niewielki deszcz sieje spustoszenie.

Mieszkańcy miasta robią zdjęcia i pozostaje im tylko szydzić z zarządcy drogi. Przy czym wyraźnie widać, jak każde podtopienie coraz bardziej niszczy nawierzchnię, drogi, chodniki i być może podbudowę drogi.

- Dziura na dziurze, nikt tego nawet nie łata. Wiadomo dlaczego, po co robić, jak zaraz znów zaleje – komentuje mieszkaniec Piastowskiej.

Wczoraj doszło nawet do sytuacji, że samochody gasły na środku kałuży i nie było można wyjechać. Mieszkańcy miasta szydzą, twierdzą, że gdyby nie pobliskie wały, to woda by się rozlewała na pobliskie osiedla.

Na zdjęciach publikowanych w sieci widać nawet, jak przez wysoką wodę przebija się radiowóz. Ten na szczęście nie utknął w deszczowej otchłani. Choszczeńscy funkcjonariusze żadnego problemu nie widzą. Jak nam mówi oficer prasowy, Jakub Pialik, to sprawa, jaką powinien się zając administrator drogi. Przy czym policjanci nie widzą żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa kierowców, więc żadnych pism o natychmiastowe poprawienie sytuacji na drodze nigdzie nie wysyłają.

Zapytaliśmy o stan kanalizacji deszczowej Ireneusza Siódmaka, prezesa choszczeńskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. On także umywa ręce twierdząc, że PGK drogami się nie zajmuje, a jedyne… wodą i kanalizacją.

- Jako mieszkańcowi miasta też mi to przeszkadza. Mówię to prywatnie, ponieważ nie jestem odpowiednią osobą, żeby cokolwiek tu wyjaśniać – mówi prezes miejskiej spółki.

Twierdzi, że za stan rzeczy odpowiada gmina.

- Albo w części nie ma kanalizacji deszczowej, albo jeśli jest, to jest w takim stanie, że trzeba ją przebudować. To moje prywatne zdanie. Wydaje mi się, że trzeba tu wykonać kompleksową przebudowę, ale to nie jest nasze zadanie – wyjaśnia.

Tymczasem Piastowska jak tonęła, tak tonie… od dwudziestu lat. I z każdym rokiem jest coraz gorzej. Wczoraj przez zalaną drogę jechała karetka pogotowia.

- Musieliśmy tu zwolnić praktycznie do zera. Do szpitala z chorym jechaliśmy już okrężną drogą – mówi jeden z choszczeńskich ratowników medycznych.

O sprawie pisaliśmy także w artykułach:
Oryginalna atrakcja turystyczna.
Mała Wenecja w Choszcznie.