Jego zabawy można byłoby pominąć milczeniem, gdyby nie to, że krzywdził młode kobiety. Mężczyzna miał nagrywać je z ukrycia, wcześniej aranżując obsceniczne sytuacje. Teraz niespełnionemu artyście grozi więzienie.


Przedstawiał się tak: „stargardzianin szczeciński z urodzenia, jednakże z Barlinka sercem, patologiczny egoista, który dla swojego interesu potrafił poświęcić nawet własny interes, umiejący pracować z innymi i w grupie (wszakże pod warunkiem, gdy wszyscy i bez wyjątku, słuchają co trzeba robić i jak), ponadto choleryk, niebywały zarozumialec z chorobliwie wybujałymi ambicjami i skłonnościami do nadużywania swojego stanowiska". I chyba się nie pomylił. Szczególnie z tymi skłonnościami do nadużywania stanowiska. A chyba ma jeszcze inne skłonności. Ale to mają zbadać już lekarze. Jest fotografem, choć nie tak znanym jakby chciał.


Znajomy Marcina W. mówi: Znaliśmy się kilka lat. On ma trochę duszę artysty. Dla mnie był w porządku, ale potrafił być obcesowy. Szczególnie jeśli ktoś nie rozumiał jego wizji artystycznej lub go nie słuchał na castingu. Czy mogliśmy się domyślać, że jest zdolny do takiej obrzydliwości? Chyba nie. Czasem wtrącał jakieś seksualne aluzje, ale robi to większość facetów, co nie znaczy, że robią takie obrzydlistwa kobietom. Pamiętam, że uwielbiał te swoje biało-czarne mokasyny, w których często chodził. Trochę eksperymentował z modą. Był dość oczytany, lubił się chwalić tym, co gdzieś przeczytał. Chciał robić wrażenie na kobietach.


Perwersyjne zabawy


40-letni Marcin W. tydzień temu został zatrzymany dzięki przytomności dwóch internautów. W weekend trafił do aresztu na trzy miesiące. Według prokuratury wpuszczał do internetu filmy ocierające się o pornografię. Na ujęciach widać, jak ktoś częstuje kobiety napojami i pączkiem, do których dodawał męskie nasienie. Na jednym z filmów nagrał kobietę w toalecie podczas intymnych czynności. Na filmach nagranych ukrytą kamerą widać twarze pań. Nie widać twarzy mężczyzny. Nagrane są tylko jego dłonie i przyrodzenie. Filmów było co najmniej kilka. Większość już została ściągnięta z sieci, prawdopodobnie przez samego podejrzanego. Policja blokuje strony, na których pojawiły się filmy.


Zarzuty


- Mamy już osiem osób pokrzywdzonych. To kobiety, których wizerunek upubliczniono na filmach bez ich zgody. Reagujemy też na sygnały o tym, że w internecie krążą jeszcze filmy nagrane przez podejrzanego. Ze względu na dobro pokrzywdzonych, nie ujawniamy szczegółów - mówi prokurator Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Mężczyzna przyznał się do winy i według naszych informacji, złożył szczegółowe wyjaśnienia. - Zarzuty dotyczą upubliczniania wizerunku osoby bez jej zgody oraz podszywanie się pod inną osobę - dodaje prok. Wojciechowicz. Zarzut podszywania postawiono fotografowi, bo pisał, że autorami filmów są dziewczyny, które są na filmach. W trakcie dochodzenia mężczyzna prawdopodobnie zostanie przebadany przez lekarzy. Śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Szczecinie. - Ze względu na charakter i zawiłość sprawy - wyjaśnia prok. Wojciechowicz. Podejrzany nie usłyszał zarzutów o charakterze pornograficznym, bo nie wiadomo, czy treści zawarte na filmach są pornografią. Podobno na jednym z filmów jest widoczny stosunek seksualny, ale nie wiadomo, czy film trafił już do prokuratury.


Brawa dla braci


Fotograf (wbrew wcześniejszym doniesieniom, wcale nie był szeroko znany, dostał kilka nagród, dłuższy czas był za granicą, mieszkał też w Stargardzie i Barlinku) został zatrzymany dzięki przenikliwości internautów. W piątek bracia Marek i Piotr Decowie rozpoznali na filmie swoje koleżanki. Postanowili działać. Szybko ustalili dane fotografa i miejsce, gdzie przebywa. Marek Dec złapał go na klatce schodowej i przekazał policji. Okazało się, że ofiarami są kobiety, które przychodziły na castingi do pracy w butiku. Fotograf korzystał ze studia jednej z firm, która już zamieściła oświadczenie, że nie ma nic wspólnego z procederem. Podejrzanemu grozi do 5 lat więzienia.


To miała być zabawa


Podczas zatrzymania mówił, że nie chciał nikomu zrobić krzywdy, że to miało być dla zabawy. Pokrzywdzone kobiety żądają zadośćuczynienia. Obiecywał im pomoc w znalezieniu pracy w charakterze modelek i hostess. Dlatego wynajmował salę, gdzie kręcił filmy reklamowe, zapraszał na castingi modelingu. Podczas spotkań robił jednak nie tylko filmy reklamowe. Wstrzykiwał swoje nasienie do jedzenia - napojów, pączków - a potem częstował niczego nieświadome kobiety. Nagrania trafiały do internetu. Pierwsze nagranie pojawiło się na początku lipca na jednym z ogólnodostępnych portali. Wystarczyło wpisać tylko opcję, że jest się pełnoletnim i można było oglądać film o tym, jak kobieta je pączka. Część filmów jest na zagranicznych portalach. Przed zatrzymaniem podobno ktoś doniósł fotografowi, że jest poszukiwany, bo filmy zaczęły szybko znikać.


Fotograf o kobietach


Marcin N. lubił fotografować się z atrakcyjnymi kobietami. Chwalił się miejscami, które odwiedzał i sesjami, które zrobił. Dużo pisał o kobietach. Szczególnie interesowały go feministki. Ale mocno je krytykował. Twierdził, że ich bunt jest bardzo krótki, bo i tak wychodzą za mąż i zapełniają kościoły. - Czytam sobie górnolotne plany i wywody na temat protestu kobiet, który to w Polsce już podobno nadciąga (Dziewuchy dziewuchom). ‬Czytam i pusty śmiech mnie ogarnia. Pozwólcie, że przepowiem jaki będzie ciąg dalszy owej „walki”: Młode kobiety pokrzyczą kilka dni, zaleją podobnymi tekstami internety, fejsbuki i jakieś inne stronki pozbawione znaczenia. A potem... wezmą ślub kościelny („bo tak ładniej”, ), potem oczywiście ochrzczą swoje dzieci („bo babcia by tego nie przeżyła”), oczywiście poślą je na religię („bo wszystkie dzieci pójdą do komunii i mojemu będzie przykro”), a w międzyczasie, co roku, narzekając i dalej żaląc się wokół na swój los i panoszący się w Polsce kler, przyjmą księdza po kolędzie („bo co sąsiedzi powiedzą”). I tyle będzie z ich „walki”. Drogie panie - bez obrazy - ale to właśnie wy zapełniacie polskie kościoły, i same sobie zgotowałyście ten los - napisał.


-