„Chleba i igrzysk” – tym okrzykiem starorzymskiego poety Juwenalisa, rzymski lud domagał się pożywienia i rozrywek. Igrzyska były narzędziem politycznym i służyły nie tylko, jako pokaz siły. Przede wszystkim miały na celu zająć rzesze bezrobotnych Rzymian, a także zapewnić rozrywkę tym pracującym. Podczas igrzysk gladiatorów, rzucano w tłum monety, rozdawano chleb, zboże i inne dobra. Głównym celem cesarzy było zdobycie popularności potrzebnej w działalności politycznej. Kontakty z ludem były dla cesarzy okazją do poznania panujących nastrojów w społeczeństwie i wpływania na jego opinię.


Wydatki wyższe niż dochody
Juwenalis mówił iż „jest głupotą żyć jak żebrak, aby umrzeć w bogactwie”. Wielu poszło za jego radą: dyktator Sulla, Juliusz Cezar, Pompejusz, czy Trajan, co z czasem doprowadziło Starożytny Rzym do ruiny finansowej. Podobnie radzą całkiem już współcześni nam populiści. Populizm grasuje wszędzie. W naszym regionie również. Wbrew pozorom trudno zdefiniować populizm. Można mówić, że jest to obiecywanie gruszek na wierzbie. Większość ludzi skłonne jest dawać wiarę zapewnieniom, i dają temu wyraz w trakcie wyborów, że istnieją magiczne sposoby, aby od zaraz, bez wysiłku stać się np. pięknym i bogatym.

Chojna
Zadłużenie na 31 grudnia 2017 roku wynosi blisko 11,3 mln zł plus ponad 1,5 mln zobowiązań Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. W roku wyborczym powraca do Chojny duża impreza z gwiazdami, a jedną z nich będzie znany Cezary Pazura.


Trzcińsko Zdrój
Gmina Trzcińsko Zdrój na dzień 30.09.2017 miała 6 140 897,81 zł zadłużenia z tytułu kredytów długoterminowych. Na tegorocznych Dniach Trzcińska Zdroju goście bawić się będą przy hitach "Sławomira", lidera zespołu "Trzymamy się zapały" z którym koncertuje po Polsce.

Najlepiej jest, gdy lud otrzymuje i chleb i igrzyska, ale tak dzieje się rzadko. Burmistrzowie i wójtowie zapowiadają przede wszystkim chleb w postaci inwestycji, a co za tym idzie nowe miejsca pracy. Często czynią z tego filar swoich kampanii wyborczych. Kończy się zazwyczaj na tym że lud dostaje tylko igrzyska, w postaci festiwali, jarmarków, festynów etc. Więc burmistrzowie , którzy zresztą kochają igrzyska, widząc, że chleba za wiele nie będzie, wynajdują najróżniejsze wydarzenia żeby lud miał rozrywkę i zajęcie, które angażują ich emocje i czas.

Wiemy jednak bardzo dobrze, że kampanie rządzą się swoimi prawami. Jak wskazują badania, politycy realizują około 20% swych kampanijnych obietnic. Po kampanii następuje więc okres spełniania zapowiadanych obietnic, a to już wygląda mniej różowo. Z kolei przed wyborami następuje ocieplanie wizerunku. Wielu lokalnych polityków wpakowało się (nas) w obietnice przedwyborcze nie do zrealizowania, a jeżeli są one (z)realizowane, to kosztem innych wydatków społecznych. O tym, co będzie potem (kredyty do spłaty) mowy już nie ma.

Konsumpcja zamiast inwestycji
Wiele gmin w naszym regionie zaciąga w bankach kredyty, z których finansowane są “najważniejsze inwestycje w regionie”- tak twierdzą ci którzy te kredyty zaciągają. Życie na kredyt, to bolączka naszych czasów. Chcąc dobrze mieszkać, posiadać samochód czy wyjechać na wakacje prawie każdy się zapożycza. W przypadku gmin i miast jest podobnie. Chcąc mieć nowe chodniki, oczyszczalnie i odnowione elewacje potrzeba pieniędzy. Podjęcie decyzji o wzięciu kredytu nie jest łatwe, ale jeszcze trudniej jest zaplanować długoletnią spłatę. Pożyczone pieniądze mają na celu poprawę życia wszystkim mieszkańcom.

Problem polega na błędnym zrozumieniu tego czym jest inwestycja a czym konsumpcja. Procesowi inwestowania można przypisać 3 podstawowe cechy: wyrzeczenie – rezygnację z bieżącej konsumpcji, upływ czasu – rezygnację z bieżących korzyści na rzecz przyszłych, ponoszenie ryzyka – wynikające z faktu, że przyszłość jest niepewna.
Natomiast przeciwieństwem inwestycji jest konsumpcja czyli zużywanie posiadanych dóbr w celu bezpośredniego zaspokojenia ludzkich potrzeb.

Gdy pojawiają się problemy z płynnością finansową gminy, banki często żądają dodatkowego zabezpieczenia pożyczki w postaci wpisu do hipoteki gminnych nieruchomości. Z taką sytuacją musi zmierzyć się Trzcińsko-Zdrój, gdzie niedawno padł pomysł, by zastawić szkoły.

Na razie nie znamy jeszcze żadnych konkretnych propozycji rozwiązania tego problemu. W tej chwili dług gminy szacowany jest na ponad sześć milionów złotych. Jeśli nie uda się w trakcie rozmów z bankami znaleźć rozwiązania, to gminę może czekać program naprawczy. W ostatnich latach nie byłby to pierwszy taki przypadek w naszym województwie. Wystarczy przypomnieć sobie sprawy sprzed dwóch lat, kiedy zarówno gmina Rewal, jak i Ostrowice tonęły w długach. W każdej z tych gmin wprowadzono wyraźne cięcia budżetowe oraz podwyższono podatki wszystkim mieszkańcom. Co prawda zadłużenie wspomnianych gmin było nieporównywalnie większe niż Trzcińska, ale zawsze może ziścić się czarny scenariusz. Niestety nikt nie jest w stanie dokładnie przewidzieć sytuacji finansowej gminy na kilkanaście lat do przodu. Władze Trzcińska właśnie z takim problemem muszą się zmierzyć. Mimo, że jak powiadają nadzieja jest matką głupich, nie pozostało nam nic innego jak nadal w niej trwać i wierzyć, że podjęte przez włodarzy miast i gmin kroki, nie wpłyną negatywnie na życie mieszkańców.